Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
576 postów 4082 komentarze

Ruch dla Rzeczypospolitej RdR2018.WordPress.com

Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej - ----- 11 LISTOPADA STRACIMY NIEPODLEGŁOŚĆ! ----- ---- Przyszedł czas na "Wielki Ruch Listopadowy" / Wygrajmy MYŚLĄC Wspólnie ---- Ziut.NEon24.pl/post/133700,Zamiast-Flagi-Ruch-Listopadowy-Bialo-Czerwona-Kartka

Moje komentarze

  • @Oscar 14:24:36
    DWA PYTANIA

    /Albo wiara w żydowskiego Boga (na kolanach) i żydowska niewolnictwo
    albo ... jedną z opcji jest wolność, samostanowienie, niezależność od żydowskiego Boga i od żydów/

    - Jeśli można wierzyć w zwyłego [nieżydowskiego] Boga to kim on jest.

    /Wierząc w żydowskiego Boga nie da się uniknąć żydowskiej niewoli.
    To przecież prawda najbardziej oczywista jaka może być./

    - Jeśli ten [nieżtdowski] Bóg istnieje, czy można w niego wierzyć nie wpędzając się w żydowską niewolę?
    Rzeczypospolita, czy zwyciężyć zdoła?
  • DANIELS
    Jonny Daniels ujawnił na Twitterze zdarzenie z przeszłości, które dotyczyło Yehudy Bauera - historyka z Yad Vashem, który krytykował polsko-izraelską deklarację podpisaną przez premierów obu państw.

    Okazuje się, że to właśnie Bauer, już w 10 lat po Holocauście, zgodził się na umowę z Niemcami dotyczącą reparacji dla Żydów.

    Ten sam historyk Yehuda Bauer, który teraz atakuję umowę między Izraelem i Polską, zgodził się na umowę z Niemcami ws. reparacji już w 10 lat po Holocauście. Pytany o to ostatnio odpowiedział: „To było dawno temu”. Dziwna odpowiedź jak na historyka — napisał Daniels.

    https://wpolityce.pl/polityka/402943-kim-jest-historyk-ktory-atakuje-polsko-izraelska-deklaracje

    Na początku lipca Bauer otwarcie skrytykował polsko-izraelską deklarację, nazywając ją m.in. „zdradą”, która „rani naród żydowski i pamięć Holokaustu”.

    Yehuda Bauer, izraelski historyk Holokaustu w Yad Vashem powiedział w wywiadzie radiowym, na który powołuje się Haarec, że izraelsko-polska deklaracja w sprawie nowelizacji ustawy o polskim IPN była „zdradą”, która „rani naród żydowski i pamięć Holokaustu”.

    ak twierdzi Haarec, w środę po „tajnych negocjacjach pomiędzy Izraelem i Polską, Warszawa poinformowała, że nowelizuje ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej, uchylając art. 55a, grożący karami grzywny lub 3 latami więzienia za przypisywanie polskiemu narodowi lub państwu odpowiedzialności m.in. za zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej”.

    Gazeta pisze, że we wspólnej deklaracji przedstawionej w telewizji przez obu premierów - Netanjahu i Morawieckiego tylko jedno zdanie odnosi się do roli Polaków w mordowaniu Żydów:

    Uznajemy i potępiamy każdy indywidualny przypadek okrucieństwa wobec Żydów, jakiego dopuścili się Polacy podczas II wojny światowej.

    Bauer ostro skrytykował dalsze słowa zawarte w deklaracji -

    Smutna prawda jest niestety taka, że w tamtym czasie niektórzy ludzie - niezależnie od pochodzenia, wyznania czy światopoglądu - ujawnili swe najciemniejsze oblicze.

    „To kompletne kłamstwo”, powiedział.

    Co to znaczy „niezależnie od pochodzenia? Czy urodzili się oni na księżycu? To Polacy, a nie jeden czy dwóch.

    Nawiązując do uhonorowania przez instytut Yad Vashem 6700 Polaków medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów Bauer powiedział, że liczba ta jest daleka od określenia „liczni”.

    Nawet jeśli przyjmiemy, że ich faktyczna liczba to 200 tysięcy z 21 mln Polaków, to tylko 1 procent. A co z pozostałymi 99 procentami? — mówił.

    Według izraelskiego historyka wspólna deklaracja premierów dewaluuje prawdziwych „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” i minimalizuje wartość ich bohaterstwa.

    Bauer dodał, że Polacy „omotali nas, owinęli wokół palca i zgodziliśmy się na to, ponieważ dla państwa Izrael więzy gospodarcze, bezpieczeństwa i polityczne są ważniejsze niż jakaś mała sprawa jak Holokaust”.

    Podkreślił, że podpisując deklarację Izrael zdradził polskich historyków, którzy byli prześladowani przez polski rząd, gdyż „mówili prawdę”. Odniósł się tu do naukowców takich jak profesorowie Jan Tomasz Gross i Jan Grabowski, którzy badają rolę Polaków w mordowaniu Żydów podczas Holokaustu.

    Izraelski historyk zauważył, że Polska może w dalszym ciągu wykorzystać przepisy cywilne do prześladowania polskich uczonych, którzy „mówią prawdę”.

    Będą żądać od nich pieniędzy, będą ich zubażać (..). I my (to) legitymizujemy. Oni powiedzą: „Czego chcecie, Izraelczycy zgodzili się na to, dlaczego więc robicie szum?”

    https://wpolityce.pl/polityka/402002-zydowski-historyk-zbulwersowany-deklaracja-polsko-izraelska
    W Izraelu wzywają do zerwania porozumienia z Polską
  • @Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej 02:11:37
    ART 14 / 15 / 111.4
    Problem PiS, ... czy problem z PiS?
  • @Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej 02:11:37
    Małgorzata Gersdorf nie dostała od prezydenta decyzji o przeniesieniu w stan spoczynku. Prezydencki minister twierdzi, że działa to automatycznie. Ustawa jednak stanowi inaczej. Gersdorf pojawiła się więc w środę w swoim gabinecie, zabrała publicznie głos jako Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, a prezes Izby, którego wyznaczyła do zastępowania w razie nieobecności, oświadczył, że nie jest ani zastępcą, ani tym bardziej następcą pierwszego prezesa. "Prezydent się pogubił", "wszyscy się zakiwali", "prezydent cofnął się w działaniu" - tak dzisiejszą sytuację wokół Sądu Najwyższego komentują znawcy prawa. Pierwszym gwizdkiem, który doprowadził do tego "zakiwania się", był termin wynikający z nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. Napisanej według projektu prezydenta, poprawianej w parlamencie i wielokrotnie nowelizowanej już po wejściu w życie.

    Po 3 lipca sędziowie Sądu Najwyższego, którzy skończyli 65 lat, mieli przejść w stan spoczynku, chyba że zwrócili się do prezydenta o zgodę na dalsze orzekanie. Pierwsza prezes SN Małgorzata Gersdorf ukończyła 65 lat, ale nie poprosiła o zgodę na dalszą pracę. W związku z tym, zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy, powinna przejść w stan spoczynku. Ona sama i Zgromadzenie Ogólne sędziów Sądu Najwyższego wskazują jednak na przepis konstytucji. Mówi ona bowiem, że Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego powoływany jest na sześcioletnią kadencję. Ta Gersdorf trwa do 2020 roku. Prezydent na razie nie skorzystał z uprawnień We wtorek 3 lipca stała się jednak rzecz zaskakująca. Kancelaria Prezydenta obwieściła wprawdzie, że "I Prezes SN Małgorzata Gersdorf, przechodzi (...) z mocy prawa w stan spoczynku", ale z komunikatu zamieszczonego na oficjalnej stronie prezydenta wynika, że Andrzej Duda nie powierzył nikomu kierowania Sądem Najwyższym. Jak to możliwe? W czasie nieobecności Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego zastępuje go wyznaczony przez niego Prezes Sądu Najwyższego, a w przypadku niemożności wyznaczenia – Prezes Sądu Najwyższego najstarszy służbą na stanowisku sędziego. Artykuł 14 paragraf 2 ustawy o Sądzie Najwyższym Otóż oficjalny komunikat zamieszczony w serwisie prezydenta zawiera informacje, jaka była wola prezydenta i jakie przekazał informacje o obowiązujących przepisach. Prezydencki minister Paweł Mucha poinformował, iż "prezydent na spotkaniu przypomniał, że zgodnie z przepisem art. 14 par. 2 ustawy o SN 'w czasie nieobecności I prezesa SN zastępuje go wyznaczony przez niego Prezes SN, a w przypadku niemożności wyznaczenia – prezes SN najstarszy służbą na stanowisku sędziego'".

    Andrzej Duda jest doktorem nauk prawnych. Paweł Mucha z zawodu jest adwokatem. Zatem mało prawdopodobne jest, aby powołali się na ten przepis (i precyzyjnie przytoczyli jego fragment) przypadkiem albo przez nieuwagę. A przepis, na który się powołują, w ogóle nie dotyczy kompetencji prezydenta. Przepis ten określa, kto pełni obowiązki w czasie nieobecności pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Rutynowe przekazanie obowiązków przed wakacjami Z przepisu tego skorzystała pierwsza prezes. Przypomnijmy, pół godziny przed wtorkowym spotkaniem u prezydenta Małgorzata Gersdorf wyznaczyła prezesa Izby Pracy SN sędziego Józefa lwulskiego do zastępowania jej na czas nieobecności. Sędzia Iwulski uznał to - jak twierdzi - za rutynową czynność, związaną z wakacjami, a nie z odejściem sędzi Gersdorf w stan spoczynku. - To jest typowe zarządzenie, które pani pierwsza prezes wydawała już kilkadziesiąt razy, w sytuacji gdy wyjeżdżała na delegację zagraniczną, czy korzystała z urlopu - powiedział w środę sędzia Iwulski. - Prezydent podczepił się pod zwyczajową procedurę stosowaną w Sądzie Najwyższym - ocenił w TVN24 profesor Marcin Matczak, znawca teorii prawa. Zarówno Gersdorf, jak i Iwulski oświadczyli, że pierwszym prezesem Sądu Najwyższego jest Małgorzata Gersdorf. Przypomnieli, że uznają ją za pierwszego prezesa również pozostali sędziowie Sądu Najwyższego, bo w ubiegłym tygodniu sporządzili uchwałę, że zgodnie z konstytucją Małgorzata Gersdorf jest pierwszą prezes do końca kadencji, czyli do 2020 roku.

    W środę Gersdorf dała do zrozumienia, że jej nieobecność, choć tymczasowa, może być długa. - Sytuacja jest brawurowa. Moja nieobecność w pracy może być spowodowana nie tylko urlopem - zaznaczyła. Pytana, co ma na myśli, dopuściła możliwość, że "rozchoruje się". Zatem przez pewien czas, choć nie wiadomo jak długi, Małgorzata Gersdorf może być nieobecna w Sądzie Najwyższym. Ale sędziowie Sądu Najwyższego cały czas uważają ją za swojego prezesa. Powołują się na konstytucyjną gwarancję sześcioletniej kadencji. Przypominają, że gwarancja ta jest ważniejsza niż przepis ustawy (czyli aktu niższego rzędu). Sędzia Iwulski tłumaczył w środę, że konstytucyjna norma zakładająca sześcioletnią kadencję pierwszego prezesa Sądu Najwyższego jest tak jasna i klarowna, że nie ma potrzeby, aby zgodność ustawy z tą gwarancją badał Trybunał Konstytucyjny. Przepis, którego prezydent nie zastosował Jeżeli stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego (...) zostanie zwolnione po wejściu w życie niniejszej ustawy, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej powierzy kierowanie Sądem Najwyższym lub izbą wskazanemu sędziemu Sądu Najwyższego do czasu powołania Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Artykuł 111 paragraf 4 ustawy o Sądzie Najwyższym W komentarzach po tym, co zaszło we wtorek w Pałacu Prezydenckim i w środę w Sądzie Najwyższym, przewija się pytanie, dlaczego prezydent nie skorzystał bezpośrednio i wprost ze swoich uprawnień i nie powierzył sędziemu Iwulskiemu obowiązków pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Prawo takie daje prezydentowi inny przepis ustawy o Sądzie Najwyższym - artykuł 111, paragraf 4. Brzmi on: "Jeżeli stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego (...) zostanie zwolnione po wejściu w życie niniejszej ustawy, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej powierzy kierowanie Sądem Najwyższym lub izbą wskazanemu sędziemu Sądu Najwyższego do czasu powołania Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego". Prezydent jednak - powtórzmy - nie powierzył sędziemu Iwulskiemu pełnienia obowiązków. Potwierdza to sam sędzia Iwulski. Potwierdził w środę również prezydencki minister Paweł Mucha. Minister Mucha twierdzi jednak, że prezydent nie musiał formalnie powierzać obowiązków pierwszego prezesa sędziemu Iwulskiemu. Zdaniem Muchy "skutek wynika wprost z ustawy". Politycy opozycji głoszą pogląd, że prezydent przestraszył się odpowiedzialności za złamanie konstytucyjnej gwarancji długości kadencji pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, nie podjął więc żadnej decyzji rodzącej skutek prawny i nie wręczył sędziemu Iwulskiemu powierzenia obowiązków na piśmie. - Nie ma formalnego postanowienia, bo to postanowienie nie miałoby dzisiaj żadnej podstawy prawnej - stwierdził w środę minister Mucha. Nieusuwalność w rozumieniu znawców prawa Sędziowie są nieusuwalni. Ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku. Art. 180, pkt 1 i 4 Konstytucji RP Konstytucja oprócz gwarancji długości kadencji pierwszego prezesa Sądu Najwyższego zawiera również inną - nieusuwalności sędziów. "Sędziowie są nieusuwalni" - brzmi art. 180 punkt 1 Konstytucji RP. Co znaczy ta nieusuwalność? "Wyklucza ona powierzenie samodzielnym decyzjom władzy wykonawczej rozstrzygnięć o prawnej sytuacji sędziego" - tłumaczy profesor Roman Hauser w jednym ze swoich artykułów. Ten sposób rozumienia roli sędziego potwierdził dziesięć lat temu prezydent RP Lech Kaczyński, gdy powoływał Małgorzatę Gersdorf na sędziego Sądu Najwyższego. "To jest władza, która podlega kontroli, ale tylko w ramach korporacji, do której państwo należycie. Nie podlega żadnej kontroli zewnętrznej" – podkreślał Lech Kaczyński 18 lipca 2008 roku. Zasada nieusuwalności sędziów nie jest przywilejem samych sędziów. Jest gwarancją dla zwykłych obywateli, że sędziowie będą orzekać zgodnie z prawem i własnym sumieniem, a nie po to, żeby się komuś przypodobać, uzyskać awans, czy zabiegać o kolejną kadencję na jakimś stanowisku.

    W sporze o Sąd Najwyższy pojawia się również wątpliwość, że automatyczne przeniesienie sędziów 65-letnich i starszych w stan spoczynku może naruszać tę zasadę. Od gwarancji nieusuwalności konstytucja przewiduje wyjątki. Wyjątkiem tym jest m.in. wiek przechodzenia sędziów w stan spoczynku. Wiek ten określa ustawa, a nie konstytucja. Jednak - jak zaznaczają znawcy prawa - ustawodawcy nie mogą swobodnie decydować, którzy sędziowie i kiedy przechodzą w stan spoczynku. - Nowa ustawa nie może zmieniać tych założeń, na podstawie których sędziowie zostali wybrani. Byłoby to obejściem konstytucji - mówił w TVN24 konstytucjonalista dr Ryszard Balicki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Zatem jeżeli obecni najstarsi sędziowie Sądu Najwyższego zostali wybrani w czasie, gdy wiek przechodzenia w stan spoczynku wynosił 70 lat, to zasada nieusuwalności gwarantuje im możliwość pracy do tego wieku, nawet jeżeli później zmieniłyby się przepisy. A jak wiadomo, zmieniły się. Część spośród najstarszych sędziów Sądu Najwyższego wyraziła na piśmie wolę orzekania do 70. roku życia w oparciu bezpośrednio o konstytucję.

    Według sędziów stan spoczynku nie zadziałał Wolę dalszej pracy sformułował również na piśmie 66-letni prezes Izby Pracy Sądu Najwyższego Józef Iwulski. Jak poinformował w środę, nie powołał się na żaden przepis. Wyraził tylko wolę dalszego orzekania. Zgodnie z nowymi przepisami o Sądzie Najwyższym prezydent, zanim podejmie decyzję wobec sędziego, który złożył takie oświadczenie, musi zasięgnąć opinii Krajowej Rady Sądownictwa. Cała ta procedura może trwać nawet trzy miesiące. KRS ma na zajęcie stanowiska 30 dni, a prezydent na decyzję - dwa miesiące. W czasie trwania tej procedury sędziowie, którzy czekają na decyzję, są cały czas sędziami. Dlatego właśnie 66-letni Józef Iwulski jest dziś cały czas czynnym sędzią. Co do tego nie ma sporu. Nie czuje się, jak sam powiedział, ani zastępcą, ani następcą Małgorzaty Gersdorf. Uznaje ją, podobnie jak pozostali sędziowie Sądu Najwyższego, za pierwszego prezesa.

    Nie uznaje jej natomiast prezydent, co podkreślił jeszcze raz w środę minister Paweł Mucha. Powiedział, iż nie ulega wątpliwości, że Małgorzata Gersdorf przeszła w stan spoczynku, a zatem nie jest pierwszą prezes. Minister ogłasza sprawczą moc prawa tam, gdzie potrzeba decyzji Datę przejścia sędziego Sądu Najwyższego w stan spoczynku albo przeniesienia sędziego Sądu Najwyższego w stan spoczynku stwierdza Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Artykuł 39 ustawy o Sądzie Najwyższym Co ciekawe, otoczenie Andrzeja Dudy utrzymuje, że Małgorzata Gersdorf przeszła w stan spoczynku "z mocy prawa". Prezydent nie wręczył Małgorzacie Gersdorf postanowienia o jej przejściu w stan spoczynku. Ustawa o Sądzie Najwyższym nie mówi o przechodzeniu w stan spoczynku "z mocy prawa". Mówi natomiast, że "datę przejścia sędziego Sądu Najwyższego w stan spoczynku albo przeniesienia sędziego Sądu Najwyższego w stan spoczynku stwierdza Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej" (art. 39). Choć Paweł Mucha broni decyzji prezydenta jako spójnych, konsekwentnych i logicznych, prawnicy niezwiązani z obozem władzy mają inne zdanie w tej kwestii. - Pan prezydent cofnął się w działaniu w obawie przed czołowym zderzeniem z konstytucją. Nie posunął się do złamania konstytucji. Nie wręczył prezes Gersdorf dokumentu, który miałby przerwać jej kadencję. Widać wyraźnie, że prezydent kluczy - ocenia były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień.

    - Morał z tego jest taki, że pan prezydent się zagubił. Wszyscy się już zakiwali - powiedział w TVN24 adwokat Piotr Schramm. - Mam wrażenie, że oni się trochę pogubili. Wbrew pozorom sytuacja w Sądzie Najwyższym jest bardzo klarowna, prosta i przejrzysta. Pierwszym prezesem jest profesor Małgorzata Gersdorf i w pewnym sensie pan prezydent również to potwierdził, bo powinien był wyznaczyć pełniącego obowiązki prezesa, a nie uczynił tego, tylko zaakceptował zastępstwo w czasie nieobecności pierwszej prezes - dowodzi z kolei adwokat Michał Wawrykiewicz z inicjatywy Wolne Sądy. W środę po południu prezydencki minister Paweł Mucha zapewnił, że wkrótce "będą decyzje prezydenta" w sprawie powierzenia obowiązków pierwszego prezesa Sądu Najwyższego w okresie przejściowym.

    Trwałego prezesa - zgodnie z ustawą swojego autorstwa - prezydent może powołać dopiero po obsadzeniu wszystkich stanowisk sędziowskich w zdekompletowanym obecnie Sądzie Najwyższym. Kandydatów ma prawo przedstawić tylko Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Nabór na wolne stanowiska sędziowskie w Sądzie Najwyższym został dopiero co ogłoszony. Obwieszczenie prezydenta ukazało się 29 czerwca.
    >>> https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/sytuacja-w-sadzie-najwyzszym-po-wejsciu-w-zycie-przepisow-o-stanie-spoczynku,851186.html
    Problem PiS, ... czy problem z PiS?
  • @Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej 02:11:37
    Do Sądu Najwyższego trafiły pisma prezydenta Andrzeja Dudy skierowane do 15 sędziów, w tym pierwszej prezes Małgorzaty Gersdorf. Prezydent zawiadamia w nich sędziów o przejściu w stan spoczynku - poinformował w piątek zespół prasowy Sądu Najwyższego. Sędzia Michał Laskowski - rzecznik tej instytucji - powiedział po południu, że każdy z sędziów będzie indywidualnie podejmował decyzję w sprawie swojej przyszłości i stosowania się do przepisów nowelizacji o Sądzie Najwyższym. - Są to zawiadomienia. Prezydent na podstawie artykułu 39 w związku z artykułem 111 paragraf 1 ustawy o Sądzie Najwyższym zawiadamia, że datą przejścia w stan spoczynku jest dzień 4 lipca. To są de facto pisma jednozdaniowe - powiedział Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego SN. >> https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/do-sn-wplynely-pisma-prezydenta-o-przejsciu-w-stan-spoczynku-15-sedziow,851621.html

    Prezydent Andrzej Duda wysłał w czwartek imienne pisma do 11 sędziów Sądu Najwyższego, którzy nie złożyli oświadczenia o woli dalszego orzekania, informujące, że - na mocy ustawy o Sądzie Najwyższym - z dniem 4 lipca przeszli w stan spoczynku - przekazał prezydencki minister Andrzej Dera. Jak dodał, pismo skierowano także do Małgorzaty Gersdorf. - Prezydent w dniu wczorajszym podpisał pisma - na podstawie artykułu 39 (ustawy o Sądzie Najwyższym - red.) - powiadamiające tych sędziów, którzy nie złożyli oświadczeń, że z dniem wczorajszym przeszli w stan spoczynku - powiedział Andrzej Dera w rozmowie z dziennikarzami.

    Artykuł 39 ustawy o Sądzie Najwyższym mówi, że datę przejścia sędziego Sądu Najwyższego w stan spoczynku stwierdza prezydent. Prezydencki minister dopytywany, czy Andrzej Duda napisał także do Małgorzaty Gersdorf, odparł: - Tak, do wszystkich sędziów, którzy nie złożyli oświadczenia w tym terminie, na podstawie artykułu 39. Jak zaznaczył, pisma prezydenta nie są jego postanowieniami. W związku z tym - według Dery - nie wymagają publikacji. Podkreślił, że postanowieniami będą jednak decyzje prezydenta dotyczące wyrażenia lub odmowy zgody na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego Sądu Najwyższego.

    - Tam decyzje zapadają w formie postanowienia, które jest publikowane, bo to jest decyzja władcza, prerogatywa prezydenta. To się odbywa w formie postanowienia - mówił. "Może przychodzić jak każdy emeryt do swojego zakładu pracy" Pytany, czy Małgorzata Gersdorf ma prawo przychodzić do pracy, odparł: - Czy emeryt ma prawo przychodzić do pracy? Czy ktoś jest w stanie wyrzucić emeryta, który przychodzi do zakładu pracy? - (Gersdorf - red.) nie może podejmować żadnych czynności, gdyż z mocy prawa one są nieważne, nie może podpisywać żadnych pism. Natomiast przychodzić może tak jak każdy emeryt do swojego zakładu pracy - stwierdził.

    "Postanowienia pani prezes z mocy prawa będzie nieważne" Dera był również pytany, co będzie, gdy Gersdorf - która uważa, że jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego - wyznaczy skład orzekający w jakiejś sprawie. - Postanowienia pani prezes z mocy prawa będzie nieważne - odpowiedział.

    Dopytywany, co się wydarzy, jeżeli sędziowie Sądu Najwyższego uznają jednak to postanowienie za ważne, prezydencki minister stwierdził, że "sędziowie są w Polsce od tego, żeby przestrzegać prawa". - Mam nadzieje, że sędziowie wiedzą, jakie są skutki takich działań. Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje działania. Jeżeli ktoś narusza świadomie prawo, to musi się liczyć z konsekwencjami - oświadczył Dera. - Każdy sędzia w przypadku, kiedy łamie prawo, podlega postępowaniu dyscyplinarnemu. I to w tym postępowaniu są określane, jakie kary - dodał minister.

    Pismo od ministra Dery w Sądzie Najwyższym W odpowiedzi rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski powiedział, że pisma, o których wspominał w rozmowie z dziennikarzami Andrzej Dera, nie dotarły do Sądu Najwyższego. - Być może są w drodze - dodał. Jak wyjaśnił, w czwartek do Sądu Najwyższego dotarło natomiast pismo autorstwa ministra Dery, w którym stwierdzono, że oświadczenia czterech sędziów o woli dalszego orzekania wpłynęły po terminie i nie będą rozpatrywane. "Uprzejmie informuję, że następujący sędziowie złożyli oświadczenia o woli dalszego zajmowania stanowiska sędziego Sądu Najwyższego po terminie wskazanym w artykule 111 ustawy o Sądzie Najwyższym. Krajowa Rada Sądownictwa wskazując na złożenie oświadczeń po terminie stwierdziła brak podstaw do wydania opinii w tej sprawie. Ustawa o Sądzie Najwyższym w artykule 111 przesądza, że wymienieni sędziowie przeszli w stan spoczynku z dniem 4 lipca" - zacytował pismo Laskowski. Nie poinformował, o których sędziów chodzi. Rzecznik Sądu Najwyższego przekazał także, że profesor Małgorzata Gersdorf jest w środę w pracy.

    Spór o Sąd Najwyższy Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie 3 kwietnia, w dniu następującym po upływie trzech miesięcy od tego terminu w stan spoczynku muszą przejść sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogą dalej orzekać, jeśli w ciągu miesiąca od wejścia w życie nowej ustawy złożyli stosowne oświadczenie i przedstawili odpowiednie zaświadczenia lekarskie, a prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska. We wtorek w Sądzie Najwyższym było 73 sędziów, spośród których 27 ukończyło 65. rok życia. Z tych 27 sędziów oświadczenia dotyczące woli pozostania na stanowisku z powołaniem na nową ustawę o SN złożyło dziewięciu. W siedmiu kolejnych oświadczeniach sędziowie nie powołali się na te przepisy, nie dołączyli także zaświadczeń o stanie zdrowia. 11 sędziów nie złożyło oświadczeń. Oświadczenia nie złożyła między innymi pierwsza prezes Małgorzata Gersdorf, która już ukończyła 65. rok życia. Informowała ona wcześniej, że "nie złożyła i nie złoży" wniosku do prezydenta w sprawie dalszego zajmowania stanowiska sędziowskiego i funkcji prezesa. Spotkanie prezydenta z Gersdorf Po wtorkowym spotkaniu prezydenta Andrzeja Dudy z prezes Gersdorf wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha poinformował, że "pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przechodzi w stan spoczynku". Jak dodał, wolą prezydenta było, by najstarszy stażem sędzia Józef Iwulski od środy wykonywał funkcje związane z wykonywaniem obowiązków pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. We wtorek - jeszcze przed spotkaniem z Andrzejem Dudą - Gersdorf wydała zarządzenie o wyznaczeniu jako kierującego pracą SN prezesa Iwulskiego "do zastępowania pierwszego prezes Sądu Najwyższego na czas swojej nieobecności". O treści zarządzenia poinformowała prezydenta. W środę sędzia Iwulski oświadczył, że nie jest "zastępcą, a tym bardziej następcą pierwszego prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf", a jedynie zastępuje ją "w razie, gdy będzie nieobecna". Zapewnił jednocześnie, że prezydent nie wyznaczył go ani nie powierzył obowiązków pierwszego prezesa, a jedynie zaaprobował wybór jego osoby przez prezes Gersdorf.
    >>> https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/dera-prezydent-poinformowal-11-sedziow-ze-przeszli-w-stan-spoczynku,851360.html
    Problem PiS, ... czy problem z PiS?
  • Wybuch wojny jest bardzo prawdopodobny. Nadchodzi nowe rozdanie
    .
    >>> https://tygodnik.tvp.pl/37938921/wybuch-wojny-jest-bardzo-prawdopodobny-nadchodzi-nowe-rozdanie

    Wielu ekspertów ocenia, że Amerykanie zachowują się irracjonalnie.

    Ich decyzje mogą wydawać się dziwne, bo sami niszczą ład, który stworzyli. To sytuacja jak z greckiej tragedii. Amerykanie podważają podstawy liberalnej wymiany handlowej, wolności mórz i oceanów, całej drugiej fali globalizacji. Ale nie jest to irracjonalne, skoro ten ład już nie służy ich interesom.

    A dlaczego nie służy?

    Strukturalnie Amerykanie utracili konkurencyjność, a chińska gospodarka rośnie w siłę, nie zatrzymuje się. Nikt dokładnie nie wie, czy Stany Zjednoczone dalej dzierżą klucze kontrolne do regulacji światowego ładu. Ale dlatego właśnie może wybuchnąć wojna. Nigdy by nie wybuchła, gdyby dalej wszyscy wierzyli, że Amerykanie wciąż mają te klucze – nikt by wtedy nie rzucał im wyzwania. Wojny wybuchają wtedy, gdy dwie strony myślą, że kontrolują sytuację. Wtedy zmierzają do konfrontacji.

    Na czym polega kontrola sytuacji? Czym są klucze kontrolne?

    Przede wszystkim chodzi o to, kto ustanawia reguły gry w obrocie międzynarodowym. Kto jest źródłem kapitału, inwestycji, technologicznej innowacji i zysków wynikających z tego, że ma się przewagę technologiczną i przez kilkanaście kolejnych lat zarabia się tylko na tym, że coś się wymyśliło. Wcześniej mieli to Amerykanie, miał Zachód, a teraz przewagę zaczynają zdobywać Chińczycy – w kolejnych segmentach. I Amerykanie tracą kontrolę. To powoduje, że w Eurazji, która jest geopolitycznie najważniejszym miejscem na świecie, Stany Zjednoczone tracą wpływy polityczne, a Chiny je zyskują. Jeśli USA niczego nie zmienią, docelowo utracą wszystkie swoje atuty w polityce, czyli tzw. lewary.

    W jaki sposób Amerykanie będą chcieli odzyskać siłę?

    Chcą pokazać wszystkim, że to oni dalej ustalają reguły gry, to oni mają najsilniejsze centra finansowe i mogą sankcjonować zachowania państw, które się nie trzymają ich reguł, takich jak Iran, Korea Północna, ale też Chiny albo Niemcy. I co najważniejsze, Amerykanie w podprogowy sposób przypominają wszystkim, że są hegemonem oceanu światowego – darmowej magistrali globalnego handlu. Ona jedynie pozornie jest wolna, bo po II wojnie światowej panuje na niej największa marynarka świata – US Navy.

    I co to oznacza w praktyce?

    Po II wojnie światowej wszyscy mieli – oczywiście za pozwoleniem Amerykanów – dostęp do odległych rynków. Dlatego polityka państw przez ostatnie pół wieku polegała na otwieraniu rynków. Stany Zjednoczone stworzyły ład, w którym wszyscy rośli, niektórzy nawet bardzo szybko, jak wiele państw w Azji. Amerykanie odbudowali po wojnie Europę dzięki hojnemu Planowi Marshalla. Później przyłączyli do tej Europy nas. Zapanował pokój. Wszyscy uznawali, że USA są hegemonem, respektowali tzw. system z Bretton Woods, czyli siłę amerykańskiego dolara. Wszyscy mogli rozwijać się bez przeszkód, a konflikty wybuchały jedynie gdzieś na peryferiach. W zasadzie nie było wojen między poważnymi państwami. Amerykanie stworzyli ten ład i ogromnymi kosztami utrzymali, a dziś są, delikatnie mówiąc, rozczarowani, że nikt nie jest im wdzięczny. Chiny nie chciały dalej akceptować amerykańskiej dominacji, stąd w Eurazji rozpoczęła się rywalizacja wielkich mocarstw.



    Jak interpretować niedawny szczyt G7, a właściwie USA plus G6, bo było to starcie Donalda Trumpa z resztą przywódców światowych?

    Chyba liderzy europejscy już zrozumieli, że to nie są żarty. Trump zdawał się mówić: panowie i panie, albo rozmawiamy o ładzie światowym, w którym to my regulujemy zasady, a wy zmieniacie swoją politykę, podwyższacie wydatki, koszty produkcji i pozwalacie wielkim korporacjom produkować u nas, albo sami będziecie musieli dbać o równowagę w świecie, w którym każdy każdemu będzie wilkiem. A my możemy przestać dbać o handel oceaniczny i sami będziecie musieli mieć flotę, by chronić swoje statki handlowe. Bo wy, Niemcy, nie musicie mieć floty, łożyć wielkich kwot na obronność, a wasze produkty mogą sobie pływać po świecie za darmo. Coś tu nie gra, jeśli nasi marynarze strzegą waszych statków, a wy nie czujecie żadnych zobowiązań względem tego…

    I po tych groźbach rynki finansowe wpadły w popłoch.

    Bo takie postawienie sprawy destabilizuje obecny ład. Rynki są przerażone, bo widzą, że Chińczycy nie chcą odpuścić: poczuli się wystarczająco silni, by się skonfrontować z USA.

    Jaka jest rola Unii Europejskiej w tym starciu?

    UE jest ogromnym rynkiem, ma wielkie moce produkcyjne, ale nie ma w ogóle lewarów w polityce zagranicznej: nie ma wojska, floty, nawet nie ma jednego centrum decyzyjnego. Amerykanie bardzo by chcieli, aby Unia była ich sojusznikiem w starciu z Chinami, ale Unia się ku temu nie kwapi. Po pierwsze, państwa europejskie mają własne ambicje. Zachód nigdy nie był jednością. Po drugie, inne są interesy państw kontynentu, a inne brytyjskie. Między innymi z tego wynika tak silne parcie do brexitu.

    A jakie są interesy Niemiec?

    W epoce globalizacji Niemcy sobie doskonale żyją i nie w smak im jest łamanie obowiązujących zasad, bo ich gospodarka oparta jest na eksporcie. Jeśli więc chodzi o podstawowe interesy gospodarcze, Niemcy są na kursie kolizyjnym ze Stanami Zjednoczonymi. A my, jakkolwiek by było, jesteśmy związani z gospodarką niemiecką, więc w przypadku łamania zasad globalizacji poniesiemy tego koszty. Natomiast jesteśmy sojusznikiem USA i to Amerykanie są gwarantem naszego bezpieczeństwa. Siedzimy na dwóch stołkach...



    Dlaczego Niemcy nie wspierają USA w utrzymaniu światowej dominacji, skoro ustanowiony przez Amerykanów system jest dla nich tak korzystny?

    Po pierwsze, Niemcy przez długi czas chyba nie rozumieli, że Amerykanie zmierzają do zniszczenia obecnego ładu. Po drugie, wszyscy zdążyliśmy się przyzwyczaić, że tak wspaniale będzie już zawsze, że tzw. druga globalizacja będzie trwała do końca świata. A przecież pierwsza fala globalizacji została złamana w ten sam sposób. Wówczas system wolnego handlu stworzyli Brytyjczycy, będący, tak samo jak dziś Amerykanie, hegemonem morskim – panem światowego oceanu: dużo produkowali i otwierali sobie wszystkie rynki. Ale gdy pod koniec XIX w. Niemcy również zaczęli dużo produkować, to Brytyjczycy poczuli się tym zaniepokojeni i zaczęli blokować im dostęp do rynków. Stąd Niemcy zaczęli budować wielką flotę, świat wszedł na drogę do wojny, a Brytyjczycy zaczęli łamać globalizację – jak dzisiaj Donald Trump.

    Czyli powtórka z historii, tylko że w roli Wielkiej Brytanii są USA, a Niemców – Chiny?

    Powtórka na zupełnie inną skalę, bo ani Wielka Brytania nie miała takich sił, jakie mają dziś Stany Zjednoczone, ani ówczesne Niemcy żadną miarą nie równają się z Chinami.

    Chiny budują flotę?

    Tak, ale to akurat nie ma dziś dużego znaczenia, bo żeby zbudować flotę tak potężną, by móc rzucić wyzwanie hegemonowi morskiemu na Pacyfiku, trzeba kilkudziesięciu lat. Chiny potrzebują przecież nie tylko okrętów, ale i wyćwiczonego sztabu, zgrania taktyki itd. A Amerykanie mają flotę, która cały czas pływa – mają doświadczenie operacyjne. Dlatego Chińczycy posłuchali twórcy geopolityki Halforda Johna Mackindera i budują system handlowy przez ląd Eurazji, będący poza wpływami USA – potęgi morskiej rządzącej na wodach wokół Eurazji.

    Czy to jest groźniejsze dla przyszłości świata niż widmo wojny morskiej?

    Trudno powiedzieć, co jest groźne. Wszystko zależy od tego, czego chcemy. Świat nieustannie się zmienia, nic nie stoi w miejscu. A fakty są takie, że Chińczycy rzucili wyzwanie ładowi, który ukształtował się po 1945 r. Niemcy zaś chcą mieć święty spokój, chcą, by ich gospodarka spokojnie się rozwijała, a oni sobie żyli dostatnio. My za to jesteśmy między Niemcami a Chinami.

    Wojna handlowa niesie ze sobą zagrożenie wojną konwencjonalną?

    Wybuch wojny, szczególnie na Pacyfiku, to dziś całkiem prawdopodobny scenariusz. To ryzyko cały czas rośnie.

    Wojna na Pacyfiku może nas nie dosięgnąć, prawda?

    Są na świecie pewne strefy peryferyjne, które nie muszą się obawiać globalnych konfliktów, np. Ameryka Łacińska. Biliśmy się w Europie i Azji, a tam co? Nic. Ale niestety my nie leżymy w takiej strefie. Polska zajmuje bardzo ważne miejsce w grze o równowagę. I przez Rosjan, i przez Niemców, i przez Chińczyków postrzegani jesteśmy jako teren kluczowy: komunikujący masy lądowe Eurazji z półwyspem europejskim i przez Bałtyk z Atlantykiem.

    W czasach pokoju to zaleta, a na wypadek wojny to chyba wielkie obciążenie.

    Chyba że jesteśmy bardzo potężni, to wtedy wszyscy muszą się z nami liczyć. Musimy więc osiągnąć pewną masę krytyczną. Siłą rzeczy musimy się szykować, bo Rosjanie też chcą zakwestionować obecny ład. Czekają na nowe rozdanie i ono naprawdę nadchodzi. Jeśli prześledzimy historię, to od XVII w. na kontynencie europejskim mniej więcej co 100 lat wybucha wojna dominacyjna. W XXI w. może być o tyle inaczej, że wojna zapewne nadejdzie do nas z Pacyfiku.

    Jaka jest nasza pozycja przed nowym globalnym rozdaniem: lepsza czy gorsza niż w 1939 r.?

    Są dwie, bardzo korzystne zmiany. Po pierwsze, największą potęgą lądową tym razem nie jest Rosja, ale Chiny, będące daleko od nas, które do tego będą naciskać na Rosję, osłabiać ją. Po drugie, Niemcy są słabi: nie mają imperialnych mocy, nie grożą nam wojną. Tym razem mamy dużo więcej przestrzeni na własną politykę. Ale musimy być bardzo czujni, bo już załamał się świat, jaki znaliśmy po 1989 r.

    Amerykanie podobno próbują rozgrywać Europę: dzielić ją na starą i nową Unię, przy czym nas trzymać przy sobie i przeciwstawiać Zachodowi. To dla nas szansa czy zagrożenie?

    To mogłaby być szansa, gdyby Amerykanie zainwestowali u nas ogromne środki geoekonomiczne: nie tylko wojskowe czy polityczne, ale gdyby zbudowali nam przemysł, dostarczyli nam technologii, byśmy byli konkurencyjni na rynku światowym. Ale do tej pory tego nie zrobili. Pomoc wyłącznie wojskowa to trochę za mało.

    A jak interpretować niedawne spotkanie Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem w Singapurze?

    Amerykanie próbują załatwić tzw. side show, czyli kwestię poboczną, która im przez rok prezydentury Trumpa strasznie wadziła w załatwieniu sprawy wojny handlowej z Chinami, która jest absolutnie najważniejsza – zadecyduje o przyszłości USA. Korea Północna jest wasalem Chin. Tak naprawdę stoi za nią Pekin, który za pomocą Korei rozgrywa swoją politykę. Z drugiej strony, Amerykanie tracą w Azji wiarygodność sojuszniczą, gdy nie potrafią załatwić tej pobocznej kwestii. Jeśli chcą utrzymać swoje wpływy wokół Chin, muszą tę sprawę załatwić.

    Nie mogą wojną?

    Nie, bo w takiej wojnie mógłby ulec zniszczeniu Seul, a wtedy Stany Zjednoczone absolutnie podważyłyby swoją wiarygodność jako sojusznika. Są w bardzo trudnej sytuacji, bo to grząski teren. Ale muszą jak najszybciej ten problem rozwiązać, jakoś się z Pjongjangiem dogadać, bo wtedy będą mogły zająć się wreszcie relacjami z Chinami, mając pełne poparcie azjatyckich sojuszników.

    Czy spotkanie w Singapurze oznacza, że wypadki światowe zaczynają przyspieszać?

    To chyba widać gołym okiem: od stycznia tego roku to po prostu galopada. Z punktu widzenia układu sił światowych to już totalna jazda…

    – rozmawiał Michał Płociński

    Jacek Bartosiak jest doktorem nauk społecznych, adwokatem, Senior Fellow w Potomac Foundation w Waszyngtonie, dyrektorem Programu Gier Wojennych i Symulacji w Fundacji Pułaskiego. Jest znawcą geopolityki, geostrategii i nowoczesnej sztuki wojennej. Właśnie wydaje książkę pt. „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”.
    Problem PiS, ... czy problem z PiS?
  • TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY
    .
    W tej chwili nie mamy jednak Trybunału Konstytucyjnego jako organu niezależnego, który korzysta z atrybutu autonomiczności - dodał. Podsumował, że "w związku z tym profesor Gersdorf z artykułu ósmego, ustęp drugi konstytucji i bezpośrednio na podstawie ustawy zasadniczej jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego". Artykuł ósmy przewiduje, że konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej, a jej przepisy stosuje się bezpośrednio, chyba że ustawa zasadnicza stanowi inaczej. (http://www.tvn24.pl)
    >> https://www.tvn24.pl/bartlomiej-przymusinski-i-michal-wawrykiewicz-w-fakty-po-faktach,852017,s.html
    Problem PiS, ... czy problem z PiS?
  • @Repsol 22:32:03
    Nie, ... to jest zadziwiający zbieg okoliczności.
    .
    http://m.neon24.pl/cf99d98acff7c1ff69d69a4db2fa9459,0,0.jpg
    .
    http://m.neon24.pl/04ae9225227a04d1538b7098b6a133e7,0,0.jpg
    .
    // Nie , to tylko przywara ostatnich myślących . Ave.//

    Myślimy wspólnie? :D
    Rzeczypospolita, czy zwyciężyć zdoła?
  • Mec. Andrzejewski o sporze wokół ustawy o SN:
    .
    >> "Mamy do czynienia z sobiepaństwem w interpretowaniu konstytucji"
    >> https://wpolityce.pl/polityka/402904-nasz-wywiad-mec-andrzejewski-o-sporze-wokol-ustawy-o-sn
    Problem PiS, ... czy problem z PiS?
  • @Repsol 22:21:39
    Drugi raz mam wrażenie, że "zdjęcie w pudle" ktoś zeskanował z mojego umysłu. / Ktoś mnie skanuje? :D
    Rzeczypospolita, czy zwyciężyć zdoła?
  • "Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli a uwierzyli"
    >> http://ziut.neon24.pl/post/133411,blogoslawieni-ci-ktorzy-nie-widzieli-a-uwierzyli
    Rzeczypospolita, czy zwyciężyć zdoła?
  • Czy prezydent Andrzej Duda już wkrótce będzie musiał odejść?
    >> http://ziut.neon24.pl/post/144281,czy-prezydent-andrzej-duda-juz-wkrotce-bedzie-musial-odejsc
    Rzeczypospolita, czy zwyciężyć zdoła?
  • @AgnieszkaS 19:23:13
    Mur i wieża >> https://youtu.be/6K87BLgJ0WY

    Przygotowania >> http://www.jrmip.org/

    Sztuka >> https://www.youtube.com/watch?v=S1ILSaTCbGI

    Promocja >> https://www.youtube.com/watch?v=PsWnAJ2z3jk

    Propaganda >> https://www.youtube.com/watch?v=ec8ca3qZPss
    W Izraelu wzywają do zerwania porozumienia z Polską
  • @kula Lis 67 11:21:47
    Dokładnie jest tak jak mówisz / Nie udało się, więc będą nas chcieli wziąć "na marchewkę" - po to cała deklaracja Morawiecki/Netanyahu

    >> Wildstein o krytyce deklaracji polsko-żydowskiej
    >> https://wpolityce.pl/polityka/402869-dawid-wildstein-o-krytyce-deklaracji-polsko-zydowskiej
    W Izraelu wzywają do zerwania porozumienia z Polską
  • @kula Lis 67 08:15:35
    CO PISZE ŻYDOWSKA PRASA O UTRĄCENIU USTAWY I.P.N

    >> https://www.google.com/search?ei=VyJAW_-dBZDcswX-6bfYDg&q=poland+netanyahu+agreement&oq=POLAND+NETANYAHU+AGRE&gs_l=psy-ab.1.0.33i21k1.50570.56268.0.59070.9.9.0.0.0.0.573.1824.2-1j0j1j2.4.0....0...1c.1.64.psy-ab..5.4.1820...0i8i30k1j0i8i10i30k1j0i22i30k1j0i22i10i30k1j33i160k1.0.ReCcEvHP-eI
    W Izraelu wzywają do zerwania porozumienia z Polską
  • WOJNA PRPPAGANDOWA
    Niedawna wspólna deklaracja premierów Morawieckiego i Netanjahu, która miała zakończyć trwający od stycznia polsko-izraelski konflikt wokół nowelizacji ustawy o IPN, budzi coraz większe emocje w Izraelu. Wydaje się, że po raz kolejny relacje z Polską wykorzystywane są w wewnętrznych przepychankach na izraelskiej scenie politycznej.

    Choć głosy krytyczne pojawiały się w izraelskich mediach już wcześniej, to prawdziwa burza rozpętała się potym, jak na łamach Haaretz i Yediot Aharonot opublikowane zostały ogłoszenia zawierające treść wspólnej deklaracji polsko-izraelskiej. Pojawiły się informacje, że ogłoszenia te wykupiono za pośrednictwem „dużego polskiego banku” i że izraelski rząd nie ma z nimi nic wpsólnego i nie konsultował tego z polską stroną.

    Na głowę premiera Netanjahu spadła fala krytyki. Oczywiście głos musiał zabrać znany w Polsce od najgorszej strony Yair Lapid uważany za jednego z głównych rywali Netanjahu. Wezwał on do odwołania wspólnej deklaracji i powtórzył za Janem Grabowskim, że Polacy wymordowali podczas ostatniej wojny 200 tys. Żydów (co pokazuje – na marginesie mówiąc – jak wiele szkód narobił Grabowski, rzucając w świat wziętą z kosmosu liczbę zamordowanych).

    Od swojego szefa rządu odciął się także jego minister oświaty Naftali Bennett z koalicyjnej partii Żydowski Dom, który w apogeum konfliktu z Polską odgrażał się, że podczas zaplanowanej w lutym wizyty w Polsce przypomni publicznie, że „Polacy mieli udział w mordowaniu Żydów w czasie Holokaustu.”
    >> https://wpolityce.pl/polityka/402716-to-bylo-do-przewidzenia-znow-rosna-emocje-w-izraelu
    W Izraelu wzywają do zerwania porozumienia z Polską
  • Wiceprezes IPN zaskoczony oświadczeniem Yad Vashem:
    https://wpolityce.pl/polityka/402707-wiceprezes-ipn-zaskoczony-oswiadczeniem-yad-vashem
    W Izraelu wzywają do zerwania porozumienia z Polską
  • @tańczący z widłami 20:03:54
    Nie wiem, .... ale poglądy ma takie

    >> Korwin Mikke: Żydom należy oddać majątki i wypłacić odszkodowania
    >> https://www.youtube.com/watch?v=Kf3q_YpyD78

    >> Korwin Mikke o prywatyzacji lasow panstwowych
    >> https://www.youtube.com/watch?v=B7QUQiT-pyc

    >> Awantura z Izraelem - Janusz Korwin-Mikke
    >> https://www.youtube.com/watch?v=pqra5UrCiyw

    >> Piotr Duda da mi w pysk w imieniu górników!
    >> https://www.youtube.com/watch?v=OjQem0_AFyA
    W Izraelu wzywają do zerwania porozumienia z Polską
  • PARADOKSY HISTORII: Wybielacze Hitlera oskarżają Polskę [2]
    Janusz Korwinn Mikke i Szewach Weiss o niemieckich Żydach. / Komentrz pozostawiam słuchaczom >> https://youtu.be/bNakac9miR0

    Janusz Korwin Mikke: Ja miałem kochankę, Żydówkę. Profesora. Bardzo znana osoba. Nie będę oczywiście wymieniał z nazwiska. I ono mówiła mi tak:

    To bardzo dobrze, że Niemcy wymordowali tych wszystkich chasydów, tych wszystkich tych, tych wszystkich ... . To my, Ashkenazim jesteśmy, ... to my jesteśmy ten naród żydowski.

    CAŁOŚĆ >> http://ziut.neon24.pl/post/144115,paradoksy-historii-wybielacze-hitlera-oskarzaja-polske-2
    W Izraelu wzywają do zerwania porozumienia z Polską
  • PARADOKSY HISTORII: Wybielacze Hitlera oskarżają Polskę [1]
    .
    Sześć miesięcy po dojściu do władzy Hitlera, Niemiecka Federacja Syjonistyczna (jak dotąd największa syjonistyczna grupa w kraju) przedłożyła szczegółowe memorandum nowemu rządowi. Przedstawiła w nim relacje niemiecko – żydowskie i formalnie zaoferowała wsparcie w „rozwiązaniu” drażniącej „kwestii żydowskiej.” Pierwszym krokiem, sugerowanym w memorandum, powinno być szczere rozpoznanie fundamentalnych różnic narodowościowych:(4)

    Syjonizm nie ma złudzeń co do problematycznych żydowskich kondycji, na które składają się przede wszystkim nienormalny wzorzec zawodowy, karygodne moralne i religijne postawy wyrosłe z własnych tradycji. Syjonizm dekady temu rozpoznał, że w rezultacie asymilacyjnych trendów pojawią się symptomy pogorszenia…

    Syjonizm uważa, że odrodzenie życia narodowego, które obecnie postępuje w Niemczech poprzez akcentowanie chrześcijańskiego i narodowego charakteru, wpłynie także na żydów. Także dla żydów pochodzenie nacyjne, religia, wspólne przeznaczenie oraz zrozumienie własnej wyjątkowości powinny stanowić decydujące składniki ich egzystencji. Oznacza to, że egocentryczny indywidualizm liberalnej ery musi zostać porzucony i zastąpiony poczuciem wspólnoty oraz kolektywnej odpowiedzialności…

    Wierzymy, że właśnie nowe (narodowosocjalistyczne) Niemcy mogą przyczynić się do tego, poprzez odważne podjęcie kwestii żydowskiej, podjęcie stanowczych kroków rozwiązania problemu, który w rzeczywistości musi zostać rozwiązany przy udziale większości Europejczyków…

    Nasz szacunek wobec żydowskiej społeczności gwarantuje jasne i szczere relacje wobec niemieckiego narodu i jego otoczenia. Szczególnie dlatego, że nie chcemy fałszować tych fundamentalnych zasad, bo my także jesteśmy przeciwni mieszanym małżeństwom, chcemy zachować czystość żydowskiego społeczeństwa i odrzucamy każde wtargnięcie w naszą kulturową domenę, my – będący przeniesieni do niemieckiego języka i niemieckiej kultury – możemy okazać zainteresowanie w pracy dla niemieckiej kultury wraz z podziwem i wewnętrzną sympatią…

    Dla swoich praktycznych celów, syjoniści mają nadzieję wygrać na współpracy nawet z wrogo nastawionym rządem, ponieważ rozwiązanie kwestii żydowskiej nie jest jakimś sentymentem, ale realnym problemem, którego rozwiązanie leży w interesie wszystkich ludzi, a w tym momencie szczególnie w interesie Niemców…

    Propaganda bojkotu – która obecnie jest prowadzona przeciwko narodowi niemieckiemu na wiele sposobów – w rzeczywistości jest antysyjonistyczna, ponieważ syjoniści nie chcą walczyć lecz przekonywać i budować…

    Nie jesteśmy ślepi na fakt, że kwestia żydowska istnieje i będzie istniała. Poczynając od nienormalnych, przykrych rezultatów dla żydów, a także trudnych do zaakceptowania warunków dla pozostałych ludzi.

    Gazeta Federacji, „Jüdische Rundschau” („Przegląd żydowski”), ogłosiła takie samo przesłanie: „Syjonizm rozpoznaje istnienie żydowskiego problemu i pragnie dalekosiężnego i konstruktywnego rozwiązania. W tym celu syjoniści chcą otrzymać wsparcie wszystkich ludzi, bez znaczenia pro czy antyżydowsko nastawionych, ponieważ naszym zdaniem dzielimy wspólny, realny problem i wszyscy są zainteresowani rozwiązaniem.”(5) Młody berliński rabin, Joachim Prinz, który później osiedlił się w Stanach Zjednoczonych i został przywódcą Amerykańskiego Kongresu Żydów, napisał w 1934 r. w swojej książce pt. „Wir Juden” („My żydzi”), że rewolucja narodowosocjalistyczna w Niemczech oznaczała: „Żydów dla żydów”. Tak to wyjaśniał: „Żadne matactwa nie mogą nas już uratować. Zamiast asymilacji żądamy nowego pomysłu: uznania istnienia narodu żydowskiego i żydowskiej rasy.”(6)

    >> http://ziut.neon24.pl/post/144101,paradoksy-historii-wybielacze-hitlera-oskarzaja-polske-1
    W Izraelu wzywają do zerwania porozumienia z Polską

MOJE POSTY

więcej

MOJE KOMENTARZE

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY