Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
562 posty 4009 komentarzy

Ruch dla Rzeczypospolitej RdR2018.WordPress.com

Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej - ----- 11 LISTOPADA STRACIMY NIEPODLEGŁOŚĆ! ----- ---- Przyszedł czas na "Wielki Ruch Listopadowy" / Wygrajmy MYŚLĄC Wspólnie ---- Ziut.NEon24.pl/post/133700,Zamiast-Flagi-Ruch-Listopadowy-Bialo-Czerwona-Kartka

59 senatorów USA protestuje przeciwko Polsce

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie wiadomo, czy zamierzają wedrzeć się do polskiej Ambasady w Waszyngtonie, jak w Tel Awivie zrobili to niedawno dziarscy "ocaleli z Holokaustu", ... ale sprawa i tak wyglda na bardzo poważną.

Zdesperowni i podobno już "głęboko zaniepokojeni" amerykańscy Senatorowie twierdzą, "że projekt ustawy [reprywatyzacyjnej], w obecnej formie, dyskryminowałby praktycznie wszystkich amerykańskich ocalałych [z Holokaustu] i ich spadkobierców, ponieważ nie są oni obecnie obywatelami Polski i nie byli mieszkańcami Polski, gdy ich własność została znacjonalizowana" –  donosi Onet.pl / Link w komentarzach.

Udało mi się dotrzeć do tekstu listu który został dzisiaj wysłany do premiera Mateusza Morawieckiego. / patrz niżej / , który za chwilę postaram się przetłumaczyć. Sprawa jest poważna też z tego powodu, ponieważ bez rozgłosu, jakby ukradkiem przenika do mediów, Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wydał ekspertyzę, że ściganie za granicą za przestępstwa z obowiązującej już ustawy o IPN bez względu na ustawodawstwo miejsca gdzie popełniono to przestępstwo jest niemożliwe do wyegzekwowania, a w związku z tym jest niekonstytucyjne, jest początkiem wycofywania się administracji PiS z ustawy o ściganiu przestępstw za znieważenie Narodu Polskiego poprzez przypisywanie mu przestępstwa Holokaustu na obywatelach polskich pochodzenia żydowskiego.  -  A TO OZNACZA POWTÓRNE OTWARCIE ŚCIEŻKI DO ROSZCZEŃ -  na zasadzie "mordowałeś - płać"

The letter from 59 US senators sent onMonday,  

March 26, 2018

to Prime Minister Mateusz Morawiecki  ]:

“We are deeply concerned that the bill, in its current form, would discriminate against virtually all American survivors and heirs on the basis that they are not currently citizens of Poland and that they were not residents of Poland when their property was nationalized,” the letter says.

>>  https://www.baldwin.senate.gov/imo/media/doc/Baldwin-Rubio%20Senate%20Letter%20to%20Poland%20Property%20Restitution.pdf

U.S. Senator Tammy Baldwin of Wisconsin

The Honorable Mateusz Morawiecki
Prime Minister of the Republic of Poland

Dear Mr. Prime Minister,

First, we offer our congratulations to you on your appointment as Prime Minister of the Republic of Poland and to the Polish people on the 100th anniversary of Poland regaining its independence.  The United States and Poland have a long and deep relationship stemming from the American Revolutionary War and continuing through our NATO partnership today. It is in this spirit—coupled with the recognition of the tremendous contributions made by Polish-Americans—that we are writing to express concern about legislation regarding Holocaust Era property restitution that has been proposed by the Polish Ministry of Justice. This draft legislation would adversely affect Holocaust victims and their heirs and is therefore of urgent importance to many of our constituents, millions of Americans, and Holocaust survivors around the world.

Poland suffered greatly during the Second World War and its aftermath. According to the U.S. Holocaust Memorial Museum, it is estimated that the Nazis killed at least 1.9 million non-Jewish Polish civilians during the Second World War and at least three million Polish Jews—approximately half of the Jewish victims of the Holocaust. This proud, culturally-rich, and long-standing community was utterly decimated by the murderous Nazi regime. Sadly, Jewish victims of Nazi crimes, including many American citizens, have found it difficult to secure compensation for, or the return of, property that was seized by the Nazis and subsequently nationalized by the Communists. Members of the U.S. Senate on both sides of the aisle stand united in seeking justice for victims of the Holocaust and their descendants.

In 2009, Poland, along with the United States, Israel, and 45 other countries, affirmed the Terezin Declaration on Holocaust Era Assets and Related Issues. Among other guidelines, the Declaration urges participating states to pass national legislation that facilitates restitution “in a fair, comprehensive and nondiscriminatory manner.” We have been disappointed that Poland remains the only major European country that has not passed a national, comprehensive law for the restitution of, or compensation for, private property, but remain hopeful this will soon happen.

The draft legislation, published on October 20, would eliminate the possibility of the return of actual property, provide only limited compensation, prevent compensation for ownership of companies that were destroyed, and bar claims by foreign citizens who did not benefit from eligible postwar treaties, including the one between Poland and the United States.

We believe that the draft falls short of the standards set forth in the Terezin Declaration and—if passed without amendment—would be a failure of justice. We are deeply concerned that the bill, in its current form, would discriminate against virtually all American survivors and heirs on the basis that they are not currently citizens of Poland and that they were not residents of Poland when their property was nationalized. The current draft law would also exclude individuals who are not "first-line heirs" of Nazi victims or survivors. This provision would disproportionately impact Jewish victims and their families. As a result of the Nazi attempt to exterminate world Jewry, most European Jewish families were completely destroyed, including 90% of Poland’s Jewish community. Therefore, the remaining Jewish heirs are often non-linear — such as nieces, nephews, and cousins. The one-year window for filing claims will be particularly difficult for foreign claimants as the draft legislation does not yet provide for a simple application process or easy access to archives.

As strong supporters of the critical and mutually beneficial U.S.-Polish relationship, we believe our alliance is rooted in our shared democratic ideals, including a respect for the rule of law and its ability to ensure justice for victims. We urge you to work with the Polish Parliament to pass fair and just restitution legislation that would both fully realize the goals of the Terezin Declaration and further strengthen the bond between our countries. / Sincerely, ... [podpisy 59 senatorów USA]

 

Do: Mateusz Morawiecki  Premier RP

Szanowny Panie Premierze,

na samym początku składamy Panu gratulacje w związku z mianowaniem na Premiera Rzeczypospolitej Polskiej, oraz Polakom w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

Stany Zjednoczone i Polskę łączy długa i głęboką więź, wynikająca z wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, której kontynuacją jest dziś nasze partnerstwo z NATO.

Właśnie w tym duchu  -  łącząc to z uznaniem dla ogromnego wkładu Polonii amerykańskiej -  piszemy o wyrażeniu naszego zaniepokojenia ustawodawstwem dotyczącym restytucji mienia  z czasów Holokaustu, zaproponowanym przez polskie Ministerstwo Sprawiedliwości. [przypomnijmy, mowa o niezgodnej z prawem polskim i międzynarodowym "Ustawie Jaki'ego"

Projekt tej ustawy miałby negatywny wpływ na ofiary Holokaustu i ich spadkobierców, a zatem ma pilne znaczenie dla wielu naszych wyborców, milionów Amerykanów i ocalałych z Holokaustu na całym świecie. [ciekawe dlaczego nikt nie martwi się ocalałymi z wojny Polakami / ich rodziny też są amerykańskimi wyborcami]

Polska bardzo ucierpiała podczas II wojny światowej wskutek jej następstw. Według danych Muzeum Holocaustu w USA szacuje się, że w czasie II wojny światowej naziści zabili co najmniej 1,9 miliona polskich cywilów nieżydowskiego pochodzenia, oraz co najmniej trzy miliony polskich Żydów - około połowy żydowskich ofiar holocaustu. Ta dumna, bogata kulturowo i długoletnia społeczność została całkowicie zdziesiątkowana przez morderczy nazistowski reżim.

Niestety, żydowskie ofiary nazistowskich zbrodni, w tym wielu obywateli amerykańskich, miały trudności z uzyskaniem rekompensaty za majątek skonfiskowany przez nazistów, a następnie znacjonalizowany przez komunistów. Członkowie Senatu USA stają zjednoczeni w poszukiwaniu sprawiedliwości dla ofiar Holocaustu i ich potomków.

W 2009 r. Polska wraz ze Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i 45 innymi państwami przystąpiła do Deklaracji z Terezin dotyczącej  Mienia Ofiar Holokaustem i pokrewnych zagadnień. Oprócz innych wytycznych, Deklaracja wzywa państwa uczestniczące do uchwalenia przepisów krajowych, które ułatwiają restytucję "w sposób uczciwy, kompleksowy i niedyskryminujący". Jesteśmy zawiedzeni, że Polska pozostaje jedynym znaczącym krajem europejskim, który nie uchwalił krajowego, kompleksowego prawa do zwrot lub rekompensatę za własność prywatną, ale należy mieć nadzieję, że to się wkrótce stanie.

Projekt ustawy, opublikowany 20 października, eliminuje możliwość faktyczny zwrot mienia, zapewniając jedynie ograniczone odszkodowanie, uniemożliwia odszkodowaniom i prawu własności do zniszczonych firm, a także roszczeń o odszkodowanie od obywateli obcych pastw, którzy nie zakwalifikowali się do zwrotów na podstawie powojennych traktatów, w tym między Polską a Stanami Zjednoczonymi. [jakoś "taktownie" nie chcą pamiętać o umowie indemnizacyjnej Polsk/USA, i tego że przyjmując rekompensaty USA wzięły na siebie spłatę wszystkich roszczeń]

Uważamy, że projekt przedmiotowej ustawy nie spełnia standardów określonych w Deklaracji z Terezin i - jeśli zostanie przyjęty bez poprawek - oznaczałby brak sprawiedliwości. Jesteśmy głęboko zaniepokojeni faktem, że projekt ustawy, w obecnej formie, dyskryminowałby praktycznie wszystkich amerykańskich ocalałych i spadkobierców, ponieważ nie są oni obecnie obywatelami Polski i nie byli mieszkańcami Polski, gdy ich własność została znacjonalizowana. Obecny projekt ustawy wykluczałby również osoby, które nie są "spadkobiercami w pierwszej linii" hitlerowskich ofiar i ocalałych.

Przepisy te miałby proporcjonalnie duży wpływ na ofiary żydowskie i ich rodziny. W wyniku nazistowskiej próby eksterminacji żydostwa na świecie większość europejskich rodzin żydowskich została całkowicie zniszczona, w tym 90% polskiej społeczności żydowskiej. Dlatego pozostali żydowscy spadkobiercy często są nieliniowi - np. Siostrzenice, siostrzeńcy i kuzyni. Ponadto jednoroczne okno do składania wniosków jest szczególnie trudne dla zagranicznych roszczeniodawców, ponieważ projekt legislacyjny nie przewiduje prostego procesu składania wniosków ani łatwego dostępu do archiwów.

Jako silni zwolennicy obopólnie korzystnych stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Polską wierzymy, że nasz sojusz jest zakorzeniony w naszych wspólnych demokratycznych ideałach, w tym w poszanowaniu rządów prawa i jego zdolności do zapewnienia sprawiedliwości ofiar. Wzywamy Pana do współpracy z polskim parlamentem, aby uchwalone zostało sprawiedliwe i  ustawodawstwo restytucyjne, które pozwoli w pełni zrealizować cele określone w Deklaracji z Terezin i jeszcze bardziej wzmocni więzi między naszymi krajami. / Z poważaniem, ... [59 podpisów] 

Piękne słowa "lobbystów", ... ale gó*no warte!

Pokazują jednak one jedną bardzo ważną rzecz. / Tak jak pisałem już o tym wielokrotnie, w procesie usiłowań mających na celu uzyskanie przez Żydów prawa do rekompensat z tytułu restytucji najważniejsze są dwie rzeczy: obywatelstwo polskie i "mienie bez spadkowe".

Chce się nas zmusić do tego, aby uznać za spadkobierców bezpotomnie zmarłych w Holokauście bardzo dalekich krewnych [może nawet tylko o takich samych nazwiskach], ale też obywateli obcych państw - i w tym momencie, w przeddzień tzw. "Katastrofy Smoleńskiej", bardzo zastanawiająca. Śp. Prezydent Lech Kaczyński, w kwietniu 2009 r., skierował do Trybunału Konstytucyjnego, uchwaloną tego samego miesiąca przez koalicję PO-PSL, ustawę o zmianie ustawy o obywatelstwie polskim.

Ustawa ta nadała obywatelstwo polskie potomkom wszystkich przedwojennych obywateli polskich, w tym Żydom z Ukrainy i nie tylko.

Mając na uwagę coś takiego jak rekompensaty za "mienie zabużańskie" warto się zastanowić nad tym, czy przypadkiem, gdyby uchwalono ustawę reprywatyzacyjną, czy Polska nie musiała by zapłacić "obywatelom obcym" za mienie pozostawione przez nich na wszystkich ziemiach przedwojennej Polski.

Niżej tekst UKŁADU MIĘDZY RZĄDEM STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKI i RZĄDEM POLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJ DOTYCZĄCY ROSZCZEŃ OBYWATELI STANÓW ZJEDNOCZONYH

 

 

LINK DO CAŁOŚCI

http://propertyrestitution.pl/download/files/umowy_indemnizacyjne/USA.pdf

 

 

 

 

 Jak widzimy Stany Zjednoczone, w tym Senatorowie USA, nie mają prawa niczego się od Polski domagać, a polski rząd nie ma prawa nic amerykańskim Żydom dawać - bo wobec USA wszystko spłaciliśmy. 

Dlatego "Obywatele USA" lobbują, aby Polska sama uchwaliła prawo "skazujące nas" na spłatę po raz drugi za coś, co "Obywatelom USA" się nie należy, ... w cenach aktualnych.

image 

FOREIGN JEWISH NGOS PROTEST LACK OF CONSULTATIONS

 
Reference ID Created Classification Origin
05WARSAW1225 2005-03-04 14:09 CONFIDENTIAL Embassy Warsaw
This record is a partial extract of the original cable. The full text of the original cable is not available.
C O N F I D E N T I A L  WARSAW 001225
SIPDIS
E.O. 12958: DECL: 03/04/2015
TAGS: EFIN PHUM KNAR PL
SUBJECT: FOREIGN JEWISH NGOS PROTEST LACK OF CONSULTATIONS
ON POLISH PRIVATE PROPERTY LEGISLATION
REF: A. 2004 WARSAW 1368  B. 2003 WARSAW 4074
Classified By: Political Counselor Mary Curtin, reasons 1.4 (b) and (d)
1. (SBU) In Warsaw on February 16-17, a World Jewish  Restitution Organization delegation discussed private property restitution with the Ambassador, SLD party leader Jozef Oleksy, opposition leader Jan Maria Rokita, Treasury Minister Jacek Socha and Sejm Speaker Wlodzimierz Cimoszewicz.  The delegation expressed its dissatisfaction with the GOP,s failure to carry out promises to consult on  private property legislation with NGOs.  The delegation called the current draft legislation conditionally adopted by the Polish Council of Ministers on February 15 unacceptable as it contains no possibility for in rem restitution and provides for cash compensation at the rate of only 15 percent of current value.  They also floated the idea of a separate settlement for Jewish owners.
TŁUMACZENIE
1 . ( SBU ) 16-17 lutego (2005 roku) w Warszawie, DELEGACJA Światowej Żydowskiej Organizacji Restytucji Mienia (World Jewish  Restitution Organization) spotkała się i przedyskutowała z Ambasadorem (USA), liderem SLD Józefem Oleksym, liderem opozycji Janem Marią Rokitą, Ministrem Skarbu Panstwa Jackiem Sochą, i Marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Cimoszewiczem, sprawę restytucji własności prywatnej (w Polsce). DELEGACJA wyraziła swoje niezadowolenie z działań "Partii Rzadzacej" (GOP) spowodowane niewywiązaniem się z przyżeczenia konsultowania przygotowywanego projektu ustawy reprywatyzacyjnej z Organizacjami Pozarządowymi (NGO). DELEGACJA nazwała projekt ustawy, przyjetej warunkowo 15 lutego (2005 r) przez Polską Radę Ministrów, za nie do zaakceptowania z powodu tego, że nie zawiera on możliwości zwrotu mienia w naturze, zawierając jedynie możliwosc rekompensat finansowych, w wysokosci 15 procent aktualnej wartości nieruchomości. DELEGACJA zaproponowała też aby stworzyć oddzielne "settlement" dla byłych właścicieli nieruchomości (po) żydowskich.
AMBASSADOR'S OCTOBER 28 MEETING WITH SEJM SPEAKER KOMOROWSKI
Date: 2008 October 29, 07:02 (Wednesday)
Canonical ID:08WARSAW1250_a
Original Classification:CONFIDENTIAL
Current Classification:CONFIDENTIAL
Źródło: http://www.wikileaks.org/plusd/cables/08WARSAW1250_a.html 
Fragmentu raportu ambasadora z rozmowy z Komorowskim z dnia 29.10.2008
Dotyczy ustawy reprywatyzacyjnej
6. (C) w sprawie perspektyw uchwalenie przepisów w sprawie odszkodowań za nieruchomości prywatne skonfiskowane w czasach II wojny światowej i erze komunistycznej, Komorowski powiedział, że jest "osobiście zaangażowany" przekonać rząd Tuska, aby przenieść projekt ustawy do przodu tak szybko, jak to możliwe.
8. (C) Komorowski powiedział że wielkim problemem w rządzie jest procent odszkodowania.
Komorowski powiedział, że opowiada się za wyższym procentem, mimo że oznacza to wydłużenie okresu, w którym jak twierdzi, odszkodowanie może być wypłacone.
Podkreślił, że ważne jest, aby ustawodawstwo było nową alternatywę dla obecnego polskiego stanu prawnego, podkreślając, że zainteresowani mają obecnie możliwość korzystania z kroków prawnych dochodzenia odszkodowania lub zwrotu skonfiskowanego mienia prywatnego na drodze prawnej.
MamPrawoWiedzieć.pl
AMBASSADOR'S FAREWELL CALL ON SEJM SPEAKER KOMOROWSKI
Date: 2009 January 23, 16:23 (Friday)
Canonical ID: 09WARSAW78_a
Original Classification: CONFIDENTIAL
Current Classification: CONFIDENTIAL
Żródło: http://www.wikileaks.org/plusd/cables/09WARSAW78_a.html 
Fragment raportu ambasadora USA z rozmowy z Komorowskim, z dnia 23.01.2009
Dotyczy: Ustawy reprywatyzacyjnej
6. (C) W sprawie perspektyw uchwalenie przepisów o odszkodowaniach za prywatną własność skonfiskowaną w czasie II wojnie światowej i ery komunistycznej, Komorowski wyraził obawę, że kryzys finansowy przedstawił "nowe okoliczności".
Niemniej jednak, Komorowski powiedział: Tusk jest zdecydowany zmusić nieprzejednanych ministrów, zwłaszcza Ministerstwa Rolnictwa i Ochrony Środowiska, do przyczynia się do wypłaty odszkodowań z funduszy uzyskanych ze sprzedaży nieruchomości państwowych, w tym lasów. 

  
Gdyby powyższe przeszło, dalibyśmy za darmo organizacjom żydowskim miliardy dolarów, całkowicie im nienależne, za które organizacje te mogły by wykupować sprzedawane przez Polskę Lasy Państwowe. Powstałby samonapędzający się mechanizm przejmowania 1/3 terytorium Polski przez podmioty niepolskie. -  Warto w tym miejscu przypomnieć sobie historię powstania Izraela. Wtedy też żydowskie organizacje latami wykupowały ziemię w Palestynie, na wykupionej ziemi osiedlali się imigranci żydowscy z Europy, co w konsekwencji stworzyło warunki do powstania w Palestynie państwa Izrael. - Myślę, że ten manewr chce się powtórzyć, tyle że w przeciwnym kierunku, kosztem Polski. 
  
DOKUMENTY WIKELEKS 2005 -2010 DOTYCZĄCE RESTYTUCJI i LASÓW
 
W związku z wyciekiem "dokumentów WIKILEAKS" z Ambasady USA w Warszawie powinna powstać Sejmowa Komisja Śledcza do spraw ewentualnych związków tej sprawy z zamachem na Prezydenta RP w Smoleńsku. - Sprawa restytucji tzw. "mienia pożydowsakiego" jest najbardziej prawdopodobnym motywem tego zamachu. >>>  http://zonacezara.blogspot.com/2015/12/dokumenty-wikeleks-2005-2010-dotyczace.html
image
 
 
W kwietniu 2005 roku do Ambasady USA w Warszawie zgłosiły się żydowskie organizacje pozarządowe. Posiadając wsparcie Żydów z USA, za pośrednictwem ambasady USA, próbowały po raz kolejny wymóc na polskim rządzie, i Sejmie, uchwalenie ustawy, która nadałaby im nieuprawnione prawa spadkowe do mienia bezpotomnie zmarłych w Holokauście obywateli polskich pochodzenia żydowskiego.  -  Myślę, że sprawa ta jest motorem wielu niewyjaśnionych wydarzeń, których jesteśmy świadkami w ostatnich latach. Chodzi o olbrzymie pieniądze, ... i najprawdopodobniej też o zawłaszczenie naszego kraju, tak jak to miało miejsce w Palestynie w 1948 roku, gdy na ziemiach wydartych Palestyńczykom utworzono państwo Izrael. /// Całość, notka z 2016  roku   >>>  http://ziut.neon24.pl/post/130497,sensacja-to-jest-warte-wiecej-niz-legendarny-zloty-pociag

KOMENTARZE

  • 59 senatorów USA protestuje w sprawie polskiej ustawy o restytucji mienia
    Pięćdziesięciu dziewięciu amerykańskich senatorów podpisało list wzywający Polskę do zmiany projektu ustawy o restytucji mienia, która według nich dyskryminuje ocalałych, którzy obecnie żyją w USA. List został wysłany do premiera Mateusza Morawickiego.
    >> https://wiadomosci.onet.pl/swiat/59-senatorow-usa-protestuje-w-sprawie-polskiej-ustawy-o-restytucji-mienia/77mzys4

    JEWISH THELEGRAPHIC AGENCY: The letter sent Monday to Prime Minister Mateusz Morawiecki concerns a measure from October that would require claimants to be citizens living in Poland and excludes all heirs except “first-line heirs,” meaning spouses, children or grandchildren.
    >> https://www.jta.org/2018/03/26/news-opinion/59-us-senators-protest-restitution-bill-in-poland
  • Negocjacje Gmin Żydowskich i WJRO ws. "rozbioru" Polski
    Archiwalny stenogram tajnych negocjacji między Związkiem Gmin Wyznaniowych Żydowskich i Światową Organizacją Odzysku Mienia Pożydowskiego w sprawie pożydowskiego mienia komunalnego w Polsce - PDF DO POBRANIA / LINK W KOMENTARZACH

    Bardzo ciekawy dokument z negocjacji odbyttych w dniach 13 - 15 grudnia .... roku . Na samym początku, na pierwszej stronie [skan wyzej na samym dole] padają znamienne słowa:

    Edelist: Ja bym proponował, zebyśmy streścili rzeczy, co do których dosliśmy do zgody, i te, które są otwarte i wtedy zobaczymy, moze część rzeczy się zamknie. Stwierdziliśmy tak, ze jest "rozbiór" Polski:

    CAŁOŚĆ >>> http://ziut.neon24.pl/post/142794,negocjacje-gmin-zydowskich-i-wjro-ws-rozbioru-polski
  • Jako minister popierał, jako poseł zagłosował za. Jako prokurator żąda unieważnienia
    CZY MAMY DO CZYNIENIA ZE SKUTECZNĄ REALIZACJĄ KOLEJNEGO NACISKU ŻYDOA-MERYKAŃSKIEGO NA POLSKIEGO MINISTRA i PROKURATORA?

    [Po właśnie resort sprawiedliwości przygotował wcześniej "Ustawę Jaki'ego" , która okazała się później być niezgodna z prawem polskim i międzynarodowym >> https://wpolityce.pl/polityka/380974-nasz-wywiad-jacek-sasin-komitet-staly-rady-ministrow-przeanalizowal-zapisy-ustawy-reprywatyzacyjnej-czesc-zapisow-budzi-watpliwosci /// Resort sprawiedliwości był też autorem pierwowzoru ustaw o SN i KRS na których podstawie Duda stworzył swój niekonstytucyjne, uchwalone potem przez Sejm ustawy sądowe]

    Sprawa IPN >> Prokurator generalny wnosi, aby Trybunał uznał za niezgodny z konstytucją art. 55b ustawy o IPN. Artykuł ten jest bezpośrednio związany z poprzednimi artykułami, które wprowadzają karalność za publiczne i wbrew faktom przypisywanie polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność, lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne. Karane jest również "rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni". Do tego miejsca prokurator generalny uważa przepisy ustawy o IPN za zgodne z konstytucją.

    >>> https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/ziobro-popieral-ustawe-o-ipn-teraz-chce-uniewaznienia-przepisu,824457.html

    Za sprzeczne z ustawą zasadniczą prokurator generalny uznaje kolejny przepis. Zakłada on karanie za wyżej opisane czyny, nawet jeżeli zostaną popełnione za granicą, zarówno przez Polaków, jak i cudzoziemców, niezależnie od tego, jakie przepisy karne obowiązują w kraju popełnienia czynu. (http://www.tvn24.pl) (http://www.tvn24.pl)

    "wątpliwości [Prokuratora Generalnego] pojawiły się (...) w związku z dodaniem przez Sejm przepisów regulujących kwestie zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów i powiązanymi z tym skutkami rozciągającymi się poza granice kraju".

    CZYLI WŁAŚNIE TAM, GDZIE DOCHODZI DO ZNIEWAŻENIA OBREGO IMIENIA POLSKI
  • ZOBACZ LIST AMERYKAŃSKICH SENATORÓW DO PREMIERA MORAWIECKIEGO / PDF
    .
    >> https://www.baldwin.senate.gov/imo/media/doc/Baldwin-Rubio%20Senate%20Letter%20to%20Poland%20Property%20Restitution.pdf

    U.S. Senators Tammy Baldwin and Marco Rubio Lead 59 Senators in Calling on Polish Government to Pass Fair Property Restitution Law and Ensure Justice for Poland’s Holocaust Victims and their Families

    >> https://www.baldwin.senate.gov/press-releases/calling-on-polish-government-to-pass-property-restitution-law

    http://m.neon24.pl/8a2ee1caa206c7d7d02a82ab0e4d7fc4,0,0.jpg
  • trzeba sie zastanowic.
    Od początku tej IPN-owskiej stypy z ustawą o ganianiu antypolonizmu coś mi tu nie gra. To wszystko nie jest logiczne i nie trzyma się kupy. Czasami nasuwają mi się dziwne wnioski. Czy czasem nie jest tak że ludzie z polskiego rządu wiedzą co żydzi i USA szykują ale są przez obce służby personalnie zastraszeni pod groźbą nawet śmierci? Czy nie jest może tak że ustawa IPN nie jest niczym innym jak rządową odezwą do wszystkich Polaków o pomoc? Jeżeli Naród postanowi żydzi nic nam nie zrobią a rząd nie zmieni bo nie będzie miał prawa. Może to jest wołanie o ratunek i pomoc gdyż indywidualnie za "nieposłuszeństwo" grozi im coś złego? Proszę popatrzeć na Jakiego, ten młody chłopak zmienił się diametralnie, jest wybuchowy, zmienia swoje ukierunkowania jak by stały za tym osoby trzecie! To jest bardzo interesujące i mimo "fantazjowania" prawdopodobne! Przecież jeżeli PiS odda chociaż troszkę tym złodziejom pożegna się z władzą. Może to dlatego przez media tak bardzo atakowana jest Pani Ogórek? Ta która może faktycznie ubiegać się o prezydenturę jednak nie jest namaszczona przez złodziei. Atakuje chucpę żydowską, chce dobrze żyć z Moskwą!
  • @Stara Baba 03:55:40
    // Czy nie jest może tak że ustawa IPN nie jest niczym innym jak rządową odezwą do wszystkich Polaków o pomoc? //

    - BARDZO MOŻLIWE
  • Z pustego to i Salomon nie naleje.
    58 senatorów musi poczekać do czasu otrzymania reparacji wojennych od Niemców za II Wojnę.
  • REFERENDUM !!!
    Rządzący Polską i Nami, politycy pisu jakimś cudem wybrani na naszych "politycznych" reprezentantów, skoro ulegacie żydom, bo oni na was coś tam mają, to aby zachować odrobinę honoru, chcemy wam dać ostateczną broń, po której żaden ussraelski jełop nie będzie cokolwiek artykułował na temat "reparacji" !
    Politycy pisu bądźcie chociaż w 51 % za Polskim Narodem i dajcie Nam i sobie szansę, dudo i kaczyński uruchomcie Referendum Obywatelskie z dwoma pytaniami:
    - Czy jesteś za tym, aby wbrew oczywistym faktom zwracać żydowskim organizacjom jakieś powojenne reparacje ?
    - Czy jesteś za zerwaniem stosunków dyplomatycznych z ussa, israelem, wyjściem z nato oraz ujni jewrejskiej ?
  • @provincjał 09:28:21
    Dodałbym jeszcze jedno:

    - Czy jesteś, wraz z Rosją, do przystąpieni do "Wspólnoty Niepodległych Pastw" [bez względu na to co to oznacza]? :D
  • To w 1960 roku, zaledwie 15 lat po wojnie,
    co Polska była zniszczona, prawie każde miasto, ze stolicą na czele, odbudowywaliśmy to wszystko a żyd siedział sobie w pączkach w USA a my daliśmy 40 mln. dolarów?
    W przeliczeniu na dzisiejszą wartość dolara, trzeba to przemnożyć razy dziesięć!
    Czyli tak jakbyśmy dzisiaj wyrzucili w błoto 400 000.000 dolarów!
  • PYTANIA DO… Marcina Horały o list senatorów z USA
    .
    Senatorowie zwracają uwagę na mienie Żydów polskich, ale co w przypadku – dajmy na to – przedwojennych właścicieli ziemskich, na których majątkach stoją dziś obiekty użyteczności publicznej?

    >> https://wpolityce.pl/polityka/387798-trzy-pytania-do-marcina-horaly-o-list-senatorow-z-usa-ustawa-nie-moze-i-nie-powinna-roznicowac-praw-ze-wzgledu-na-narodowosc

    Nie sposób tutaj różnicować ustawy, dzielić jej pomiędzy Żydów i osoby innej narodowości, bo wówczas mielibyśmy do czynienia z czymś w rodzaju rasizmu. Roszczenia byłych polskich obywateli, bez względu na narodowość w sposób oczywisty muszą być rozstrzygane w ten sam sposób. Bez znaczenia, czy ktoś był Żydem, Polakiem, czy Ormianinem – a wiemy, że w przedwojennej Polsce mieszkało wielu Polaków różnych narodowości. Ustawa nie może i nie powinna różnicować takich czy innych praw ze względu na narodowość.

    TO ZWROT O 180 STOPNI! / DOTYCHCZAS BENEFICJENTAMI USTAWY REPRYWATYZACYJNEJ MIELI BYĆ >>> T.Y.L.K.O
  • "Okupacja żydowska mogłaby być cięższa od sowieckiej"
    >> S. Michalkiewicz: Mag. Polskie Sprawy #24
    >> https://www.youtube.com/watch?v=VGJ93bfWSAo
  • @lorenco 17:56:58
    Za 20 dolarów miesięcznie. Tak żyliśmy w PRL
    >> http://nowahistoria.interia.pl/prl/news-za-20-dolarow-miesiecznie-jak-zylismy-w-prl,nId,1065472

    czyli rocznie zarabialiśmy około $250 USD

    w latach 1990-tych mieszkanie w dużym polskim mieście kosztowało około $4 000 USD

    40 000 000 : 4 000 = 10 000 mieszkań [+] / tyle oddaliśmy Żydom amerykańskim w latach 1960 -1980

    [+] w rzeczywistości było to dużo więcej, bo standard i lokalizacja utraconych domów z lat 1945 - 1950 był inny niż tych z lat 1960- 1980
  • USA - ŚREDNIA CENA DOMU W ROKU 1960 = $11,900
    Home Values USA: Historical Census of Housing Tables
    United States /// Median Home Values: Unadjusted 1960 = $11,900

    https://www.census.gov/hhes/www/housing/census/historic/values.html
  • @Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej 17:24:10
    Masz pan typowe czarno białe poczucie humoru, spod jednego usraelskiego buta na drugi rooski kop, pan sobie żartujesz, już to przerabialiśmy, jest jeszcze inna możliwość, Neutralność !
  • @provincjał 19:46:17
    NEUTRALNOŚĆ? / Z NASZYM MIEJSCEM NA MAPIE?

    "Masz pan typowe czarno białe poczucie humoru"

    ... i co by to oznaczało? / Polski nie stać na neutralność.
  • @lorenco 17:56:58
    Minister Brudziński o liście 59 amerykańskich senatorów: "Przy całym szacunku do naszych partnerów w USA - jesteśmy suwerennym państwem". Unikałbym jakichkolwiek histerii, że mamy do czynienia z najsilniejszym naciskiem, jak rozumiem ws. reprywatyzacji, bo Polska przeżywała dużo rozmaitych nacisków powiedział w „Salonie politycznym Trójki” szef MSWiA Joachim Brudziński. Podstawa to spokój i takim spokojem będziemy się kierować. (…) Ewentualna odpowiedź nie będzie pisemna nawet pod wpływem tak szacownych osób jak 59 senatorów. Na pierwszym miejscu kierujemy się interesem Rzeczypospolitej zaznaczył. Jeśli chodzi o relacje między rządem a Izraelem, to cenimy sobie głos przyjaciół, ale to jednak relacje między suwerennym państwem a – w wypadku naszych stosunków z żydami – Izraelem. Przy całym szacunku do naszych partnerów w USA - jesteśmy suwerennym państwem. Proszę sobie wyobrazić odwrotną sytuację, że 59 polskich senatorów wystosowuje do prezydenta Trumpa apel o prawa mieszkańców stanu Dakota powiedział minister spraw wewnętrznych i administracji. Jesteśmy demokratycznym i suwerennym państwem i w sprawie istotnej oraz ważnej będziemy kierować się własnymi decyzjami i interesem własnego państwa podkreślił. Świat będzie naciskać, ale musimy być na te naciski odporni dodał.
  • @lorenco 17:56:58
    Kryzys sojuszu egzotycznego
    Artykuł • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 27 marca 2018

    Sojusze, jak wiadomo, dzielą się na realne i egzotyczne. Sojusz realny, w uproszczeniu polega na tym, że jeśli jeden sojusznik utraci niepodległość, to to samo grozi drugiemu sojusznikowi. W sojuszu egzotycznym jest inaczej – jeśli jeden sojusznik utraci niepodległość, to drugi może tego nawet nie zauważyć. Przykładem sojuszu realnego była unia polsko-litewska, której początki przypadają na rok 1385, kiedy to zaaranżowane zostało małżeństwo Jadwigi, córki Ludwika Węgierskiego z francuskiej rodziny Anjou, która w tym czasie trzęsła znaczną częścią Europy, a uwieńczenie – na Unię Lubelską w 1569 roku, w następstwie której powstała Rzeczpospolita Obojga Narodów – olbrzymie, liczące prawie milion kilometrów kwadratowych państwo, które ostatecznie upadło w roku 1795. Jego wspomnienie jest ciągle żywe w sentymentach zarówno polskich jak i litewskich, z tym, że po „rozwodzie Jadwigi z Jagiełłą”, jaki nastąpił po I wojnie światowej, litewski sentyment wyżywa się przede wszystkim w podejrzliwości i niechęci wobec Polski, podczas gdy polski – w literaturze budzącej wspomnienie dawnej potęgi. Bardzo zresztą mgliste. Choćby rzeka Druć. 99 procent Polaków niczego sobie z nią nie kojarzy, albo w ogóle o niej nie słyszało. Tymczasem właśnie linią tej rzeki biegła granica pierwszego rozbioru Polski w 1772 roku. Katarzyna póki co dalej na zachód nie poszła, dzięki czemu Druć – jak pisze Michał Kryspin Pawlikowski w książce „Wojna i Sezon” - była w historii Polski pierwszą „linią Curzona”. Lepiej wygląda wspomnienie w literaturze, chociaż i tutaj coraz gorzej. Któż na przykład zna pieśń, jak to „Na Podolu pod Kamieńcem stanął Turek gęstym wieńcem – chce wytropić bród. Lecz Kamienic, złoty wieniec. Hej! Kamieniec nie słoboda! Wkoło murów płynie woda, a na murach lud! Poprzed wojskiem jeździ Basza; błyszczy słońce od pałasza, a on wzywa lud: Choć Kamienic złoty wieniec, choć dokoła płynie woda, nam Kamieniec jak słoboda, bo w Kamieńcu głód. Uchodź Baszo, nieboracze, bo nad twoja głową kracze lichej wróżby ptak. Nasz głód mniejsza, lecz straszniejsza dla cię Baszo wschodzi zorza. Leci kawek rój od morza, jako czarny szlak. Lecą kawki, gwar się wszczyna, a od strony Husiatyna ciągnie polski Król. Króla pana sroczka z rana szczebiotaniem siostry wita, a w Kamieńcu ludzi pyta sęp podolskich pól: Jak wy Baszę zabijecie, gdzie wy grób mu pościelecie i kto weźmie rząd? Kto zje konie, strawi bronie, kto zabierze buńczuk złoty, kto zabierze te namioty i baszowski sprzęt? Jak my Baszę zabijemy, to mogiłę mu wzniesiemy Hej! Nad Dniestrem tam! W cerkwi damy złote bramy, ty z twą bracią pojesz konie, rdza pogańskie strawi bronie, rząd weźmie Król sam.”? Coraz mniej Polaków pamięta takie rzeczy, bo teraz dzieci karmi się całkiem inną literaturą, a w „szumańskim komsomole” hrabina Róża von Thun und Handehoch im tego przecież nie powie.

    Przykładem sojuszu egzotycznego jest z kolei sojusz polsko-amerykański. Amerykanie chętnie prawią swoim sojusznikom rozmaite komplementy, jak pewnego delegata UNESCO skomplementował nowojorski funkcjonariusz: „wiem wiem, to mały, ale bardzo dzielny naród!” Nic na to oczywiście poradzić nie można, bo ta egzotyka wynika z proporcji między Stanami Zjednoczonymi, a Polską. To oczywiście nie jest żaden powód, by ze względu na tę egzotykę takim sojuszem wzgardzić. Przeciwnie – ta sytuacja powinna takiego sojusznika, jak Polska, zachęcać do zmniejszania tej egzotyki, na ile tylko to możliwe – a jest to możliwe.

    Agenci i faje

    Jest możliwe – ale pod egidą innych sił politycznych, niż te, które rządzą naszym nieszczęśliwym krajem. Zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową, Polską rotacyjnie rządzą trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie – w zależności od tego, pod czyją kuratelą akurat się znajdujemy i która centrala uruchamia swoją watahę starych kiejkutów, które się akurat do niej u progu transformacji ustrojowej przewerbowały. Z kolei stare kiejkuty wysuwają na fasadę swoich konfidentów, a w najlepszym razie – pożytecznych idiotów. Ani od jednych, ani od drugich żadnej dbałości o polskie interesy państwowe oczekiwać nie można – a to właśnie ona, ta dbałość o polskie interesy państwowe, stanowi istotę zmniejszania egzotyki. Czy jednak taki osobnik, jak Aleksander Kwaśniewski, albo Bronisław Komorowski, według wszelkiego prawdopodobieństwa wystrugany z banana na prezydenta przez Najstarszego Kiejkuta III Rzeczypospolitej, pana generała Marka Dukaczewskiego, po mieczu i kądzieli z porządnej, ubeckiej familii (ciekawe, czy Naczelnik Państwa odważy się i jego teraz zdegradować?), jest w ogóle zdolny do takich rzeczy? Wolne żarty! Aleksander Kwaśniewski, którego uważam za prawdziwe nieszczęście dla Polski, nie potrafił niczego załatwić nie tylko dla naszego nieszczęśliwego kraju, ale nawet dla siebie. Mam na myśli okazję, jaka pojawiła się w związku z wysłaniem polskiego kontyngentu wojskowego do Iraku. Można było wtedy przedstawić prezydentowi Bushowi dwie prośby wzajemne – żeby USA obiecały Polsce zachowanie neutralności w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych oraz wyraziły zgodę na militarną konwersję polskiego długu zagranicznego, to znaczy – żeby Polska, zamiast spłacać raty, za zgodą wierzycieli, przeznaczyła te pieniądze na modernizację własnej armii. O ile mi jednak wiadomo, prezydent Kwaśniewski ani o tym nie pomyślał sądząc, że prezydent Bush z wdzięczności zrobi go I sekretarzem ONZ, a w ostateczności – I sekretarzem NATO. Oczywiście nic z tego nie wyszło, bo prezydent Bush, chociaż nie cieszył się w USA reputacją tęgiej głowy, najwyraźniej przejrzał Aleksandra Kwaśniewskiego na wylot. W rezultacie Polska nic z tego nie miała, jeśli nie liczyć napiwków, jakie Amerykanie wypłacili swoim agentom za pośrednictwem firmy NUR Corporation, z którą w Polsce kolaborowała pewna firemka jednorazowego użytku. Czy Aleksander Kwaśniewski załapał się na ten napiwek – tego oczywiście nie wiem, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak właśnie było.

    W obronie awanturnika

    Inna okazja powiązania polskiego interesu państwowego z amerykańskim pojawiła się za prezydentury Lecha Kaczyńskiego, kiedy to gruziński awanturnik w służbie amerykańskiej Michał Saakaszwili, rozpętał awanturę w Osetii i Abchazji. Mogła to być zresztą z jego strony samowolka, na co wskazywałaby początkowa nieobecność amerykańskich okrętów na Morzu Czarnym. W rezultacie rosyjskiego uderzenia armia gruzińska poszła w rozsypkę i tylko interwencja francuskiego prezydenta Sarkozy’ego, który najprawdopodobniej też w imieniu Naszej Złotej Pani, skłonił zimnego ruskiego czekistę Putina do wstrzemięźliwości. Ten, w trosce o strategiczne partnerstwo z Niemcami, powstrzymał się przed wtargnięciem do Tbilisi, bo przez naszych propagandystów zostało przedstawione jako skutek przylotu do gruzińskiej stolicy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, co miało podziałać na Putina w charakterze zimnego prysznica. Ale nawet jeśli prezydent Lech Kaczyński również sam tak myślał, to tym większy jego błąd, że nie pomyślał, by za podjęcie się tej niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Wschodnią Europę, uzyskać dla Polski jakieś korzyści. Przeciwnie – zrobił to za darmo i kiedy izraelski prezydent Peres po 18 sierpnia 2009 roku „namówił” prezydenta Obamę do wycofania elementów tarczy antyrakietowej ze Środkowej Europy, ten 17 września 2009 roku jedną deklaracją rozwiał prezydentowi Kaczyńskiemu wszystkie – jak to w „Gazecie Wyborczej” określił Główny Cadyk III RP, Aleksander Smolar - „postjagiellońskie mrzonki”, ani Polska nic z tego nie miała, ani on sam. Nie jestem pewien, czy prezydent Kaczyński w ogóle został przez prezydenta Obamę poinformowany o zamierzonym „resecie” w stosunkach z Rosją.

    Pomarańczowe bęcwalstwa

    Ale jeśli nie, to sam ponosi za to winę, podobnie jak wspomniany Aleksander Kwaśniewski. Oto w roku 2004 na Ukrainie wybuchła „pomarańczowa rewolucja”, w następstwie której na miejsce tamtejszego prezydenta Leonida Kuczmy został zainstalowany amerykański agent Wiktor Juszczenko, obstawiony dodatkowo przez krasawicę-raskrasawicę właścicielkę fortuny ciemnego pochodzenia, Julię Tymoszenko, która wygartywała z rozmaitych kominów, ruskiego nie wyłączając. W związku z tym do Kijowa pielgrzymowali na Majdan zarówno konfidenci, jak i faje, a także pracownicy przemysłu rozrywkowego w rodzaju pana Pawła Kukiza. I znowu Polska nic z tego nie miała, a nawet gorzej niż nic – bo jedyną realną siłą polityczną, na której opierał się zarówno prezydent Juszczenko, jak i piękna Julia, zostali na Ukrainie banderowcy, wysuwający wobec Polski rozmaite pretensje, również terytorialne. Tymczasem, gdyby Polska uprawiała jakąś politykę, a nie kurewstwo, do Departamentu Stanu w Waszyngtonie powinien pojechać ktoś z Warszawy i powiedzieć; wiemy, że będziecie robili pomarańczową rewolucję na Ukrainie. Bardzo nam się to podoba, więc powiedzcie, co chcecie, byśmy zrobili – ale z naszej strony jeden warunek – że siłą napędową tej rewolucji nie będą banderowcy. W przeciwnym razie zamkniemy granicę, wszystkich wyłapiemy i wsadzimy Putinowi w eszelon prosto na Kamczatkę. Rzecz w tym, by nasi amerykańscy sojusznicy wiedzieli, jakie są polskie warunki brzegowe. Ale agenci, których CIA wystrugała z banana, nic takiego powiedzieć przecież nie mogą, bo zaraz oficer prowadzący by im przypomniał, skąd wyrastają mu nogi.

    Kolejna okazja zmniejszenia egzotyki w polsko-amerykańskim sojuszu, pojawiła się w roku 2014, kiedy prezydent Obama, w związku ze zresetowaniem w roku 2013 swego poprzedniego resetu w stosunkach z Rosją, przyjechał do Warszawy, by nam powinszować, że znowu podjęliśmy się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią. Dwukrotnie na antenie Radia Maryja mówiłem wtedy, że tym razem nie powinniśmy powtarzać błędu prezydenta Kaczyńskiego i przedstawić prezydentowi Obamie dwie prośby wzajemne; żeby rząd USA oficjalnie zapewnił Polskę, że nie będzie wywierał na nią żadnych nacisków w sprawie realizacji żydowskich roszczeń majątkowych i po drugie – że Polska, podejmując się tej niebezpiecznej roli, siłą rzeczy stała się państwem frontowym. W związku z tym oczekiwalibyśmy, że Stany Zjednoczone będą traktowały Polskę tak samo, jak inne państwo frontowe, czyli Izrael. To znaczy – kroplówka finansowa 4 mld dolarów na modernizacje i dozbrojenie armii, no i udogodnienia wojskowe, podobne do tych, z jakich korzysta Izrael. Ale o ile mi wiadomo, ówczesny prezydent Komorowski nawet nie pomyślał, by prezydentowi Obamie prezentować jakieś prośby, tylko sadził mu jakieś ciężkie dowcipy, których tamten nawet w ogóle nie zrozumiał. I tylko Książę-Małżonek Radosław Sikorski w podsłuchanej rozmowie ubolewał, że Polska robi Obamie „laske za darmo”. Ale to przecież on, jako minister spraw zagranicznych, tę „laskę” prezydentowi Obamie robił. Domyślam się w związku z tym, że nie miał nawet z tego żadnej osobistej przyjemności.

    A kiedy do rządów w 2015 roku doszła ekspozytura Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, sytuacja znacznie się pogorszyła – o czym można było przekonać się na przykładzie stosunków polsko-ukraińskich. Postępowanie Polski w stosunkach z Ukrainą nie zasługuje nawet na zaszczytną nazwę polityki, bo polityka powinna mieć jakiś cel, podczas gdy w tym postępowaniu żadnego celu dopatrzyć się niepodobna – jeśli nie uznać za taki obsesji Naczelnika Państwa, który najwyraźniej musi uważać, że wszystko, co może zirytować zimnego ruskiego czekistę Putina, musi być dobre dla Polski. W rezultacie doszło do tego że ukraińscy dygnitarze traktują Polskę tak, jak nie ośmieliliby się potraktować szanującej się prostytutki.

    Polska jako skarbonka dla Żydów

    No i wreszcie doszło do sytuacji, jaka przedstawiona została w notatce przeznaczonej dla ministra spraw zagranicznych. Umiłowani Przywódcy najpierw próbowali przy pomocy kłamstw zaprzeczać jej istnieniu, w czym sekundowała im rządowa telewizja, udowadniając, że jest zdolna do wszystkiego, a potem, kiedy faktu nie udało się już ukryć, zaczęła sprawę bagatelizować w stylu „Polacy, nic się nie stało!” Tymczasem się stało, bo z deklaracji sekretarza stanu Rexa Tillersona i oświadczenia rzeczniczki Departamentu Stanu wynikało, że na skutek nowelizacji ustawy o IPN, Polska może narazić na szwank swoje „interesy strategiczne”. Warto podkreślić, że Rex Tillerson swoje „zaniepokojenie” wyraził tuz po wizycie w Warszawie, gdzie rozmawiał, między innymi z Naczelnikiem Państwa Jarosławem Kaczyńskim. Jak wynika z wypowiedzi samego Jarosława Kaczyńskiego na konferencji prasowej po rozmowie z sekretarzem Tillersonem, nie rozmawiano o amerykańskiej ustawie S 447 HR 1226. O czym tedy rozmawiano, skoro Rex Tillerson wyraził potem „zaniepokojenie” nowelizacją ustawy o IPN? Czyżby Naczelnik Państwa tylko mu się pochwalił, że lada dzień zacznie degradować nieboszczyków? Tak czy owak, z tych deklaracji Departamentu Stanu wynikało, że USA znowu traktują Polskę wyłącznie jako skarbonkę dla żydowskich organizacji przemysłu holokaustu w Ameryce i dla Izraela. To jest gorsze od jakiejkolwiek egzotyki – ale właśnie takie są skutki wszystkich, opisanych wyżej, zaniedbań i zaniechań.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @lorenco 17:56:58
    Stalinięta i fejginięta domagają się szmalcu
    Felieton • Radio Maryja • 15 marca 2018

    Szanowni Państwo!

    W niczym nie należy przesadzać – a już specjalnie w dobrych intencjach. Nie bez powodu powiadają, że dobrymi intencjami wybrukowany jest przedsionek piekła. Ale po co sięgać tak daleko, skoro nawet pan Adam Darski, używający pretensjonalnego pseudonimu „Nergal” i uchodzący za przedstawiciela Belzebuba na Polskę, a w każdym razie – na słynące w świecie z niezawisłych sądów województwo pomorskie - ostatnio jakby wystraszył się własnego tupetu i wszystkich dookoła przeprasza? Zawsze uważałem, że cienki z niego Bolek, bo kiedy zapadł na białaczkę i trzeba było zmobilizować dawców szpiku, odwołał się do cnót chrześcijańskich – altruizmu i miłości bliźniego. Gdyby zaś – jak przystało na takiego tęgiego przedstawiciela Belzebuba – odwołał się do wartości infernalnych, to oczywiście żadnego szpiku by nie dostał, co najwyżej kopniaka w tyłek i okrzyku: „ do zobaczenia w piekle, frajerze!”

    Zatem wcale nie trzeba sięgać aż do piekła, bo wystarczy zaczerpnąć ze skarbnicy doświadczeń potocznych. Jest wśród nich przestroga, by w doborze przyjaciół wykazywać szczególną staranność. Jeśli bowiem ktoś chce przyjaźnić się ze wszystkimi, to nieuchronnie wpadnie w złe towarzystwo. Skoro bowiem ze wszystkimi, to znaczy, że i z łajdakami i szubrawcami też – no i to jest właśnie złe towarzystwo – a przebywanie w złym towarzystwie przynosi przeważnie opłakane konsekwencje. Kto z chamem pije, ten z nim pod płotem leży – powiada przysłowie, a przecież może być jeszcze gorzej, przed czym przestrzega przysłowie kolejne: z kim przestajesz, takim się stajesz.

    Najwyraźniej zapomniał o tym wszystkim pan prezydent Andrzej Duda i kierując się intencją nie tyle może od razu zaprzyjaźnienia się ze wszystkimi, tylko na początek – podlizania się wszystkim – przemawiając 8 marca na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego, „ w mieniu Rzeczypospolitej” przeprosił wszystkie „ofiary Marca” 1968 roku, a zwłaszcza tych, co to mieli wówczas zostać „wypędzeni”. Ciekawe kogo pan prezydent miał na myśli. Niewykluczone, że Helenę Wolińską, która tak naprawdę nazywała się Fajga Mindla Danielak. W latach dobrego fartu została człowiekiem renesansu; nie tylko uczonym prawnikiem, co prawda, wedle kryteriów siermiężnych, ale pieniądze były już prawdziwe, podobnie jak zbrodnie, jakich dopuszczała się, będąc nierozerwalnym ogniwem komunistycznego aparatu terroru. Toteż w 1968 roku skwapliwie skorzystała z okazji, wyjechała do Wielkiej Brytanii i z tej bezpiecznej odległości pryncypialnie chłostała Polskę za „antysemityzm” i – jakże by inaczej! - wypaczenia praworządności! Słowem – została autorytetem moralnym, więc pan Paweł Pawlikowski zwęszywszy możliwość uzyskania Oskara, bardzo się Fajgą Mindlą Danielak zafascynował i za pieniądze zrabowane polskim podatnikom, nakręcił obraz (GN)”Ida”. Takie to ci było męczeństwo.

    Ale nie wszyscy wybrali wolność – jak wtedy mawiało się o wyjazdach na Zachód. Taka, na przykład Maria Gurowska, córka Moryca i Frajdy która tak naprawdę nazywała się Zand i w latach dobrego fartu, jako sędzia, dopuszczała się morderstw sądowych, z których najgłośniejszy był wyrok śmierci na generała Emila Fieldorfa. Nawiasem mówiąc, Fajga Mindla Danielak oskarżała generała Fieldorfa, ale żydowska kamaryla w Wielkiej Brytanii nie dopuściła do jej ekstradycji do Polski. Zresztą nic by to chyba nie dało, bo Maria Gurowska nawet nie pofatygowała się, by z Polski wyjeżdżać, ani też nikt nie ośmielił się jej stąd „wypędzać”. I chociaż safandulska „wolna Polska” wytoczyła jej sprawę, to pani sędzia Gurowska nie uznała za stosowne stawić się przed sądem i na tym się skończyło. Jestem pewien, że pan prezydent Andrzej Duda, pragnąc przyjaźnić się ze wszystkimi, właśnie takie reprezentatywne osobistości miał na myśli, przepraszając za Marzec. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Właśnie izraelskiej gazecie „The Jerusalem Post” z 12 marca ukazała się publikacja, że Polska powinna wypłacić odszkodowania za Marzec. Przepraszacie – to dawajcie forsę! Najwyraźniej redakcyjny Judenrat uważa, że „z wszystkiego można szmal wydostać”, się nie krępuje. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Sejm wprowadzi jakiś specjalny podatek na stalinięta i fejginięta – żeby miały czym obetrzeć łzy po tych wszystkich niewymownych cierpieniach.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @lorenco 17:56:58
    Na manowcach „dialogu”
    Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 4 marca 2018

    Na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą – powiada przysłowie, więc nic dziwnego, że dzisiaj na Polskę, która z łaski swoich żydowskich „przyjaciół” niemalże została „państwem zbójeckim”, a Polacy przedstawiani są światu jako naród zbrodniarzy - skacze kto tylko chce. Tak się akurat zdarzyło, że ten wybuch wojny żydowskiej przypadł w okolicach 28 rocznicy wznowienia polsko-izraelskich stosunków dyplomatycznych. Można by powiedzieć słowami słynnej piosenki Joanny Rawik: „po co nam to było”, ale mówi się – trudno. Co się stało, to się nie odstanie, ale „stąd dla żuka jest nauka”, żeby na przyszłość przyjaciół dobierać sobie trochę staranniej. Skoro bowiem doznajemy takich przyjemności od przyjaciół, to cóż innego mógłby uczynić nam wróg?

    Skoro jednak padł taki rozkaz, że mamy przyjaźnić się z Izraelem, żeby tam nie wiem co, to nic dziwnego, że właśnie pojechała tam rządowa delegacja, to znaczy – specjalny zespół do spraw dialogu z Izraelem. W ogóle rząd potworzył ostatnio wiele takich zespołów; niezależnie od wspomnianego zespołu do spraw dialogu z Izraelem, powstałe też zespół do walki z faszyzmem. Co tu dużo gadać; małą mądrością rządzony jest nasz nieszczęśliwy kraj, bo chyba ślepy by nie zauważył ścisłego związku między obydwoma zespołami. Tworząc rządowy zespół do walki z faszyzmem, Umiłowani Przywódcy potwierdzają przed całym światem, że Polska ma takie poważne problemy z faszyzmem, że rząd musi aż powoływać specjalny zespół do jego zwalczania. Taki przekaz wychodzi naprzeciw żydowskim oskarżeniom, że właśnie w Polsce swoja pepinierę znalazły hordy „nazistów”, których jakiś matematyk naliczył aż „60 tysięcy”. Mamy zatem dwie możliwości; albo nasi Umiłowani Przywódcy, to banda idiotów – i to by było tłumaczenie uprzejme – albo to nie żadni idioci, tylko łajdacy, wykonujący zadanie w ramach realizowania żydowskiej polityki historycznej. Wyjazd do Tel Awiwu zespołu do spraw dialogu z Izraelem wskazywałby na tę drugą ewentualność. Nietrudno się bowiem domyślić, że odbierze on tam zredagowaną przez izraelskich mełamedów od polityki historycznej ostateczną i prawidłową wersję nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która następnie rządowa większość w Sejmie i Senacie w podskokach uchwali, a pan prezydent Duda „w try miga” podpisze. Czyż nie po to właśnie, nie na tę właśnie okoliczność, uchwalona niedawno nowelizacja została „zamrożona” dopóki niezawisły Trybunał Konstytucyjny nie orzeknie, czy jest zgodna z konstytucją, czy nie? Kiedy zespół przywiezie do Warszawy zatwierdzony w Izraelu tekst, to i Trybunał będzie wiedział, z jakiego klucza ma ćwierkać i w ten oto sposób żydowska polityka historyczna zostanie dodatkowo udrapowana w nieubłagany kostium praworządności. Wtedy i ukraińskie rezuny nie będą już mogły trzaskać dziobem, bo na razie tamtejszy prezydent Poroszenko właśnie pouczył warszawskich statystów, ze nie będą Ukrainie dyktowali, jakich „herojów” wolno im czcić, a jakich nie. Kiedy jednak Hierosolyma locuta, to causa finita – a ta żelazna zasada chyba obowiązuje również Żydów nawet jeśli dla niepoznaki przybrali banderowskie barwy. Skoro w ramach minimum konspiracyjnego można zmieniać sobie nazwiska, to dlaczego miałby być zakazany kamuflaż ideologiczny? Nie tak dawno szalenie pryncypialna w sprawach polskich żona Księcia Małżonka, czyli nasza Jabłoneczka udzieliła przecież Ukraińcom dyspensy na wyznawanie banderyzmu, bo to jest nieodzowny składnik ichniej narodowej tożsamości. Toteż wiele ciepłych słów dla Stefana Bandery znaleźli również niektórzy nasi Umiłowani Przywódcy. Najwyraźniej musiały paść jakieś rozkazy z tej sprawie, bo nie przypuszczam, żeby to była jakaś samowolka, podyktowana pragnieniem dokuczenia zimnemu ruskiemu czekiście Putinowi. Nawiasem mówiąc, trzeba by zbadać, czy przypadkiem Stefan Bandera nie był aby wynalazkiem Putina, bo przecież wiadomo, że wszystko zło świata pochodzi przecież od niego. Kto wie, czy „maleńcy uczeni” z „Gazety Wyborczej”, teraz zajęci demaskowaniem „nazistów” i „hitlerowskich kolaborantów” w Polsce, nie dostaną wkrótce takiego obstalunku, no a wtedy nie tylko mikrocefale, ale i moralne autorytety będą wiedziały, co i jak.

    Wydaje się to konieczne również ze względu na projekty, jakie wobec naszego nieszczęśliwego kraju snuje Nasz Najnowszy Przyjaciel, czyli pan Jonny Daniels – znakomita ilustracja kariery Nikodema Dyzmy. Chciałby mianowicie, żeby teren obozu w Oświęcimiu-Brzezince, został obszarem eksterytorialnym pod żydowskim zarządem. To nie jest pomysł oryginalny; w roku 1920 żydowscy parlamentarzyści wysunęli pomysł, by zwarte skupiska ludności żydowskiej w polskich miastach i miasteczkach miały status eksterytorialny. Konstytucja marcowa z 1921 roku stanęła jednak na stanowisku unitarności państwa i dopiero Niemcy w w Generalnej Guberni spełnili ten postulat – ale oczywiście po swojemu - tworząc getta. Być może to wspomnienie, podobnie jak reakcja przedstawicieli wyznań chrześcijańskich w Jerozolimie, którzy na wieść, że izraelski parlament zamierza opodatkować chrześcijańskie kościoły w tym mieście zaporowym podatkiem od nieruchomości i w razie zaległości – bez ceregieli je konfiskować – zamknęli aż do odwołania bazylikę Grobu Pańskiego. Ten gest najwyraźniej musiał otrzeźwić izraelskie władze, bo oświadczyły, że się jeszcze namyślą, a niezależnie od tego, Światowy Kongres Żydów wystąpił z listem otwartym do Polski, utrzymanym niby w tonie pojednawczym, ale skrywającym „lisie zamiary”. List wyraża gotowość poprawy stosunków, ale pod warunkiem, że Polska się przyzna. Krótko mówiąc, „dialog” musi odbywać się na płaszczyźnie uznania „żydowskiej wrażliwości”, to znaczy – uznania żydowskiego monopolu na preparowanie historycznych prawd w zależności od tego, czy na danym etapie przynoszą materialne korzyści, czy nie.

    Nie tylko zresztą historycznych. Niedawno w łódzkim Centrum Dialogu im. Marka Edelmana odbyła się dysputa z udziałem rabina Abrahama Skórki z Buenos Aires i JE Grzegorza Rysia, arcybiskupa metropolity łódzkiego. Z relacji z wydarzenia wynika, że „obydwaj duchowni” zgodnie oświadczyli, iż „żadna religia nie ma monopolu na prawdę”. Jak dotąd, ten rewolucyjny bądź co bądź pogląd nie został zatwierdzony przed Stolicę Apostolską, ale przecież w sławnym „dialogu z judaizmem” nie zostało jeszcze powiedziane ostatnie słowo, więc wszystko jeszcze przed nami. Warto zwrócić uwagę, że podczas wspomnianej dysputy nie padło pytanie, czego w takim razie „obydwaj duchowni” nauczają, względnie – cóż takiego „przepowiadają”, skoro „żadna religia” nie ma „monopolu na prawdę”? Ale bo też „dialog” ma swoje wymagania; zamiast zadawać kłopotliwe pytania, trzeba pić sobie nawzajem z dzióbków, bo „nic tak nie gorszy, jak prawda”.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @lorenco 17:56:58
    Suplikant, czy partner?
    Felieton • Portal Informacyjny „Magna Polonia” (www.magnapolonia.org) • 27 lutego 2018

    Obawiam się, że 123-letni okres niewoli, klęska wrześniowa w roku 1939 i będąca jej następstwem emigracyjna tułaczka, a potem Teheran i Jałta – wszystko to sprawiło, że nasi Umiłowani Przywódcy nie potrafią wydźwignąć Polski z pozycji suplikanta na pozycję partnera w stosunkach międzynarodowych. Pomijam już obecność, a być może nawet - dominację obcej agentury w strukturach państwa, bo z tym ewentualnie można by sobie poradzić, albo zabijając agentów, albo ich odwracając. Wydaje mi się natomiast, że Polacy na skutek niewoli i klęsk zyskali rodzaj drugiej natury – właśnie naturę suplikanta. Dotyczy to nie tylko przedstawicieli polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, jak na przykład Aleksander Kwaśniewski, którego uważam za prawdziwe nieszczęście dla Polski. Jego dwukrotny wybór na stanowisko prezydenta tłumaczę tym, że personifikował on pewien ideał, jaki w głębi serca pielęgnuje spora część Polaków i to bez względu na zajmowane w społeczeństwie stanowisko. Ideał ten wyraża ludowe przysłowie, że „pokorne cielę dwie matki ssie”. Chodzi o to, by w zamian za ostentacyjne demonstrowanie uległości wobec silniejszych, uzyskiwać pokątnie jakieś korzyści. Z racji owej pokątności nie mogą być one wielkie i przybierają raczej postać „okruchów, kostek, poliwek” - jak w bajce „Pies i wilk” Mickiewicz przedstawia wynagrodzenie Brysia za to, że „panom pochlebia ukłonem, sługom wachluje ogonem”. Tak właśnie postępował na stanowisku prezydenta Polski Aleksander Kwaśniewski; zamiast podjąć próbę uzyskania dla Polski korzyści w zamian za wysłanie wojskowego kontyngentu do Iraku, liczył, w dodatku szalenie naiwnie, że prezydent Bush z wdzięczności za jego nadskakiwanie, zrobi z niego I sekretarza ONZ, a przynajmniej – I sekretarza NATO. Prezydent Bush (młodszy) nie miał w Ameryce reputacji tęgiej głowy, ale nawet on wiedział, że człowiekowi, który dla „okruchów, kostek, poliwek” frymarczy interesem państwa, na czele którego stoi, nie można powierzyć żadnej odpowiedzialnej posady, bo skoro zdradza własny kraj, to zdradzi każdego. Toteż Polska z tego nic nie miała, podobnie jak sam Aleksander Kwaśniewski – bo Amerykanie rozliczyli się tylko ze swoimi agentami, wypłacając im honoraria – o ile to słowo w tym przypadku w ogóle pasuje – za pośrednictwem firmy Nur Corporation. Nie wiem, czy Aleksander Kwaśniewski też coś z tej puli dostał, czy nawet i tego nie powąchał – w każdym razie Polska nie miała z tego najmniejszej korzyści. A mogła uzyskać przynajmniej amerykańską zgodę na militarną konwersję swojego długu zagranicznego, to znaczy zgodę, by zamiast spłacać raty długu, za zgodą wierzycieli przeznaczyła te pieniądze na modernizację i dozbrojenie armii – a niezależnie od tego – próbować uzyskać amerykańską obietnicę, że USA pod żadnym pozorem nie będą na Polskę naciskały, by zrealizowała żydowskie roszczenia majątkowe. W rezultacie dzisiaj Polonia amerykańska desperacko próbuje doprowadzić do zablokowania ustawy, która w Izbie Reprezentantów nosi numer 1226, a której uchwalenie w pewnym sensie wymuszałoby na każdej administracji amerykańskiej wywieranie na Polskę takich nacisków, którym nasz nieszczęśliwy kraj długo opierać by się nie mógł nawet w sytuacji, gdyby zamiast Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego rządziło nim Stronnictwo Pruskie, czy nawet Ruskie.

    Aleksander Kwaśniewski szczęśliwie nie jest już prezydentem Polski, ale to niczego nie zmienia w podejściu naszych Umiłowanych Przywódców do zagranicznych partnerów. Oto pani senator Anna Maria Anders wypowiedziała się na temat stosunków Polski z Izraelem i USA. Stwierdziła, że „stosunki z Izraelem i USA są dla Polski absolutnie kluczowe”, między innymi dlatego, że „i nam i naszym izraelskim przyjaciołom chodzi absolutnie o to samo”. Zostawmy na razie na boku kwestię, czy stosunki z Izraelem rzeczywiście są dla Polski „absolutnie kluczowe”, bo najpierw warto by wyjaśnić, czy pani Anders, wspominając o „izraelskich przyjaciołach”, mówi w imieniu własnym o jakichś swoich znajomych w Izraelu, czy też o władzach tego państwa – bo to są całkiem inne sprawy. Izraelscy znajomi pani Anders mogą rzeczywiście chcieć „tego samego”, co i ona – ale w przypadku władz Izraela jest całkiem inaczej. Oto w roku 2011 władze Izraela, do spółki z Agencją Żydowską, utworzyły zespół HEART, którego nieukrywanym przecież celem było „odzyskiwanie mienia żydowskiego w Europie Środkowej”, czyli między innymi – wyszlamowanie Polski na co najmniej 65 mld dolarów – bo teraz chodzi już o sumę znacznie wyższą, ponad 300 mld dolarów. Uprzejmie zakładam, że pani Anders nie marzy o takim obrabowaniu Polski, ale skoro tak, to jej deklaracja, jakoby „naszym izraelskim przyjaciołom” chodziło „absolutnie o to samo”, co i nam, wydaje się nieprawdziwa, chyba, że pani Anders już wie coś, czego my jeszcze nie wiemy – to znaczy, że Naczelnik Państwa, prezydent Duda i rząd poczynili w tej sprawie jakieś uzgodnienia, przezornie utrzymywane w tajemnicy przed opinią publiczną. Tego wykluczyć nie można, zwłaszcza po utworzeniu przez rząd specjalnego zespołu do zwalczania „faszyzmu”. W ten bowiem sposób i pod tym pretekstem rząd PiS może wykonywać zadanie oczyszczania politycznego przedpola dla potrzeb żydowskiej okupacji Polski, przy okazji likwidując w zarodku niebezpieczeństwo pojawienia się jakiejś alternatywy politycznej. Warto dodać, że Nasz Najnowszy Przyjaciel w osobie pana Jonny Danielsa, który w naszym nieszczęśliwym kraju robi oszałamiającą powtórkę z kariery Nikodema Dyzmy, też stoi na nieubłaganym stanowisku, że Polska powinna Żydom przekazać „mienie bezdziedziczne” tylko – jak to przyjaciel – dopuszcza możliwość rozłożenia tego na raty. W tej sytuacji warto by zapytać panią Anders, czy ona też uważa, że Polska powinna zadośćuczynić żydowskim roszczeniom, tyle, że w ratach, co niniejszym czynię.

    Wróćmy teraz do kwestii, czy stosunki Polski z Izraelem są dla Polski tak samo „absolutnie kluczowe”, jak stosunki Polski z USA – bo tak właśnie twierdzi pani Anders. Postawienie znaku równości między stosunkami z Izraelem i USA byłoby uzasadnione tylko wtedy, gdyby przyjąć, że interesy USA w Europie Środkowej i Polsce są takie same, jak interesy Izraela, albo – że Izrael, wykorzystując wpływowe lobby izraelskie w USA, rządzi Ameryką, jak chce, że – jak powiadają - „ogon wywija psem”. Ale takie spostrzeżenia żydowska Liga Antydefamacyjna kwalifikuje jako „antysemickie”, a nie sądzę, żeby akurat pani Anders chciała przekonać swoich zwolenników, że w gruncie rzeczy ona też... Skoro jednak tak, to wygląda na to, iż pani Anders stawia znak równości między stosunkami z USA i Izraelem pochopnie i że tak pochopność jest skutkiem słabej orientacji w polityce międzynarodowej. Chętnie w to wierzę, bo głównym atutem pani Anders było i chyba nadal jest to, że jest córką generała Władysława Andersa. Zdarza się wprawdzie, że dzieci dziedziczą po rodzicach rozmaite talenty, ale nie jestem pewien, czy w przypadku pani Anny Marii Anders też mamy do czynienia z taką sytuacją. Odnoszę wrażenie, że przedstawiony przez nią pogląd na stosunki z Izraelem może być skutkiem wiary w potoczne mądrości, na przykład – że „z Żydami jeszcze nikt nie wygrał” - jak powiedział w audycji radiowej z moim udziałem pewien poseł SLD uzasadniając konieczność uchwalenia ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich. To by wyjaśniało przyczyny, dla których polityka międzynarodowa Polski wygląda tak, jak wygląda – bo pani Anders od 2016 roku piastuje stanowisko pełnomocnika rządu do spraw dialogu międzynarodowego.

    Stosunki Polski z USA, to inna sprawa – ale tu właśnie objawia się w całej rozciągłości ta suplikancka postawa naszych Umiłowanych Przywódców, którzy nie potrafią uzyskać dla Polski korzyści choćby z faktu, że Polska w ramach NATO udostępnia Ameryce swoje terytorium dla potrzeb ichniej globalnej rozgrywki z Moskalikami, ryzykując w razie czego zniszczenie tego obszaru ze wszystkim, co na nim jest. Dostrzegam dwie możliwe przyczyny tej nieporadności. Pierwsza – uprzejma – że nie potrafią, bo są zakompleksieni i głupi. Druga – już mniej uprzejma – że nie potrafią, bo jako agenci mają takie starania surowo zakazane.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @lorenco 17:56:58
    Lisy w kurniku i polowania
    Felieton • serwis „Prawy.pl” (prawy.pl) • 20 marca 2018

    Nasi Umiłowani Przywódcy wpadają na coraz to zabawniejsze pomysły. Gdyby taką propozycję wysunął zawodowy humorysta, to przyniosłoby mu to zaszczyt, ale przecież pan Bogdan Borusewicz nie jest zawodowym humorystą, a nie jest nawet pewne, czy w ogóle ma poczucie humoru. Pan Borusewicz w swoim czasie – bo teraz już nie – cieszył się reputacją człowieka o silnym charakterze. Wszystko to oczywiście być może – ale mnie się wydaje, że w przypadku Bogdana Borusewicza mamy do czynienia z nieporozumieniem. Rzecz w tym, że jest on człowiekiem upartym, niczym kozioł w kapuście, co wielu ludzi myli z siłą charakteru. Ale mniejsza z tym, jaki jest pan Borusewicz, bo ciekawszy jest pomysł, z jakim wystąpił – i to w dodatku chyba na trzeźwo. Zaproponował mianowicie, żeby na czele projektowanego przez Platformę Obywatelską ruchu kontroli wyborów, stanęli byli prezydenci naszego nieszczęśliwego kraju: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski. Co łączy te trzy osobistości, poza tym, że nasz mniej wartościowy naród tubylczy wybrał ich sobie na prezydentów? Otóż to, ze są znani na całym świecie ze swej prawdomówności. Rekordy bije tu oczywiście Lech Wałęsa. Liczba „koncepcji”, jakie wylęgły mu się w głowie na temat „Bolka” jest porównywalna z liczbą atomów we Wszechświecie – a przecież jeszcze nie powiedział w tej sprawie ostatniego słowa. Pod tym względem Aleksander Kwaśniewski mu nie dorównuje, bo cóż znaczy wyższe wykształcenie, albo nawet „choroba filipińska”, nie mówiąc już o tajnych więzieniach CIA w Starych Kiejkutach, których istnienie utrzymywane było przed prezydentem Kwaśniewskim w ścisłej tajemnicy i nawet nie wiemy, czy załapał się na napiwek w wysokości 15 mln dolarów, jakie Amerykanie za usługi kuplerskie i stanie na świecy wypłacili starym kiejkutom w gotówce. Najgorzej w tym rankingu wypada Bronisław Komorowski, ale pewnie i on ma na tym polu jakieś dokonania, skoro pan generał Marek Dukaczewski w 2010 roku instruował wszystkich konfidentów WSI, na kogo mają głosować, informując, że w razie wygranej Bronisława Komorowskiego otworzy sobie butelkę szampana. Już tak pan generał Dukaczewski dobrze zna przyczyny swojej radości ze zwycięstwa Bronisława Komorowskiego, więc chociaż jego dokonania na odcinku prawdomówności nie są tak znane, jak w przypadku Lecha Wałęsy, czy Aleksandra Kwaśniewskiego, to na pewno i on miałby się czym pochwalić, gdyby mu pozwolono. Zatem pomysł, by akurat tę romantyczną trójcę postawić na czele ruchu kontroli wyborów, jest mniej więcej podobny do pomysłu, by lisa uczynić nadzorcą kurnika. Ponieważ poczucie humoru jest panu Bogdanowi Borusewiczowi obce, to okoliczność, że akurat on wystąpił w takim pomysłem wzbudza graniczące z pewnością podejrzenia, że Platforma Obywatelska, oczywiście na zlecenie BND, przy pomocy starych kiejkutów i licznych folksdojczów, przygotowuje jakieś grube fałszerstwo. W dodatku właśnie z gospodarską wizytą przybywa do Warszawy Nasza Złota Pani, więc będzie okazja, by ścisłemu kierownictwu PO pozostawić w tej sprawie stosowne instrukcje.

    Tymczasem podróżując na Dolny Śląsk wysłuchałem w trzecim programie Polskiego Radia ciekawej dyskusji nad nowym prawem łowieckim – w szczególności zaś nad tym, czy dzieci powinny uczestniczyć w polowaniach. Największym wrogiem uczestniczenia dzieci w polowaniach był działacz Pracowni Na Rzecz Wszystkich Istot – bo chyba tak nazywa się ta ponura ekologiczna sekta. Najwyraźniej uważa on, że dzieci są państwowe i państwo ma obowiązek chronienia ich przed „demoralizacją” - czyli przed każdym zakłóceniem indoktrynacji, jakim są poddawane ze strony wyznawców „głębokiej ekologii”. Ta ponura sekta kładzie nacisk na konieczność ograniczenia „populacji ludzkiej”, a w takiej sytuacji musimy postawić pytanie, od kogo ta redukcja ma się zacząć. Jest ono aktualne tym bardziej, że działacze Pracowni Na Rzecz Wszystkich Istot ani myślą rozpoczynać tej redukcji od siebie, najwyraźniej uważając swoją własną egzystencję za niezbędną dla Wszechświata. Wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler rozpoczął redukowanie ludzkiej populacji od Żydów, ale dzisiaj już wiemy, że to była pomyłka. Tak czy owak – od kogoś trzeba będzie zacząć, więc dopiero na tym tle widzimy, że ciekawe czasy dopiero przed nami.

    Wprawdzie konstytucja naszego nieszczęśliwego kraju gwarantuje rodzicom prawo wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, ale totalniacy nie dopuszczają żadnego pluralizmu w wychowaniu. Wszystkie dzieci są nasze – powiadają – a w tej sytuacji wszystkie maja być wychowywane niezależnie od tego, co tam rodzice sobie upodobali. Niech się cieszą, że za państwowe wychowanie mogą płacić – bo warto sobie uświadomić, że na naszych oczach i poniekąd za naszym biernym przyzwoleniem, totalniactwo właśnie zlikwidowało władzę rodzicielską, z której został już tylko obowiązek alimentacyjny. Warto jednak zwrócić uwagę, że w dyskusji zarysował się też nurt kompromisowy – żeby warunkiem uczestnictwa w polowaniach było osiągniecie pełnoletności. W przeciwnym razie młodzież mogłaby zostać narażona na traumatyczne przeżycia w rodzaju widoku martwych zwierząt, krwi i tak dalej.

    Ale jednocześnie prawo nasze dopuszcza spółkowanie już od ukończenia przez uczestników 15 lat, a liczni postępowcy, zwłaszcza wyzwolone kobiety, walczą o „prawo do aborcji”. Ponieważ można legalnie zajść w ciążę już po ukończeniu lat 15, no to również w tym wieku można by poddawać się aborcji, czyli wyskrobywaniu bardzo małego dziecka. Najwyraźniej w przekonaniu totalniaków, nie jest to żadne przeżycie traumatyczne, a nawet jak przy tym pocieknie trochę krwi, to taki widok tylko osobę uczestniczącą w aborcji zahartuje. Polowanie, to co innego i dlatego trzeba młodzież jak najdłużej przed takimi przeżyciami chronić.

    Ale takie stanowisko też grzeszy niekonsekwencją. Wyobraźmy sobie takiego jednego z drugim wrażliwca, który nie tylko nie widział pokotu, ale nawet kropelki krwi - w sytuacji, gdy ma wrócić obowiązkowa służba wojskowa. Biorą go w kamasze, dają broń i zaczynają ćwiczyć w umiejętności zabijania ludzi – bo przecież żołnierze podczas wojny, albo w ramach przywracania porządku, nic innego nie robią. Widać jak na dłoni, że indoktrynacja dzieci i młodzieży przez ekologiczne sekty zagraża obronności kraju i zamiast delegalizować narodowców, czy organizować jakieś bezsensowne zespoły do walki z „faszyzmem”, trzeba by postawić poza prawem ekologów, zwłaszcza tych „głębokich”.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej 19:26:19
    Sytuacja jest świetna, ale nie beznadziejna
    Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 25 marca 2018

    Po gospodarskiej wizycie, jaką Nasza Złota Pani złożyła w Warszawie zaraz potem, jak Bundestag zatwierdził ją na kolejną kanclerską kadencję, w środowisku rządowych klakierów zapanował nastrój bliski euforii. Ale bo też Nasza Złota Pani tym razem nie pokazała żadnego kija, jak przed wizytą 7 lutego 2017 roku, tylko była słodka, niczym król francuski. Bo trzeba nam wiedzieć, że wśród właściwości francuskiego króla była również ta, że był „słodki”. Tak w każdym razie mówił nam na pierwszym roku prawa na UMCS w Lublinie prof. Witold Sawicki. Prezydent Emmanuel Macron jest zaledwie elizejskim cieniem francuskich królów, ale nawet i na niego część tamtej słodyczy musiała skapnąć, bo skądże inaczej Nasza Złota Pani mogłaby nabrać przynajmniej tyle słodyczy, by oczarować rządowych klakierów w Warszawie. Dużo tego nie trzeba, więc wystarczyło, by otarła się o francuskiego prezydenta podczas wizyty w Paryżu, by w Warszawie stworzyć wrażenie, że słodyczą ocieka. Toteż rządowi klakierzy zaraz orzekli, że oto Polska wkroczyła w okres mocarstwowy, że jest europejskim rozgrywającym i w ogóle. Okazuje się, że po doznanych zewsząd cięgach niewiele potrzeba dla poprawy samopoczucia, że dobra psu i mucha.

    Dlaczego jednak Nasza Złota Pani składała się w Warszawie, jak scyzoryk? Składa się na to, jak sądzę, kilka przyczyn. Po pierwsze – Nasza Złota chciała zorientować się, od której strony najlepiej będzie Polskę zoperować, bo po ciamajdanie z grudnia 2016 roku nie może polegać ani na starych kiejkutach, ani na informacjach dostarczanych przez Obywateli SB i innych folksdojczów. W takiej sytuacji najlepiej się umizgać, na podobieństwo dobrego ubeka – toteż się umizgała. Zauważyła, że Polska przyjmuje bisurmanów z Ukrainy, więc jeśli nawet nie chciała zgodzić się na wyznaczone przez nią kontyngenty bisurmanów bisurmańskich, to nic takiego. Nie zachwycała się też koncepcją „Europy dwóch prędkości”, która w przełożeniu na język ludzki polega na tym, że decyzje mają być podejmowane w szczupłym gronie załogi „Festung Europa”, a następnie przekazywane do wykonania peryferiom. Przeciwnie – Nasza Złota wyraziła pragnienie ożywienia współpracy w ramach Trójkąta Weimarskiego. Jużci – wszystko, byle nie projekt Trójmorza, który w lipcu ub. roku obiecał „wspierać” Donald Trump. Po drugie – Tenże Donald Trump właśnie skrytykował budowę Nord Stream II, a rzeczniczka Departamentu Stanu wyjaśniła, w czym rzecz. Nord Stream II jest dla Europy głęboko szkodliwy, bo – po pierwsze – przynosi szkodę Ukrainie. Gdyby nie było tych omijających Ukrainę rurociągów, to mogłaby ona korzystać z ruskiego gazu nawet i za darmo. Pozbawienie Ukrainy takiej możliwości jest ze strony zimnego ruskiego czekisty Putina aktem bezprzykładnej wrogości, toteż nic dziwnego, że pan premier Morawiecki w całej rozciągłości ten pogląd poparł. Esperons, że to poparcie usłyszał ktoś, kto powinien i może dzięki temu szlaban do Białego Domu zostanie uchylony. Niezależnie od tego szkodliwość Nord Stream II dla Europy polega również na tym, że blokuje on dywersyfikację dostaw gazu. Europa będzie kupowała ruski gaz od Gazpromu, a nie od Stanów Zjednoczonych. Ale jak Europa kupuje ruski gaz od Gazpromu, to nie ma dywersyfikacji, a jakby kupowała od USA, to dywersyfikacja by była nawet wtedy, gdyby USA sprzedawały Europie gaz uprzednio kupiony od Gazpromu, doliczając oczywiście odpowiednią marżę. Nasi Umilowani Przywódcy słuchają tych wyjaśnień z pełnym zrozumieniem i pokorą, bo jużci – za poparcie projektu Trójmorza trzeba będzie jakoś zapłacić – ale Nasza Złota Pani musi takich rzeczy słuchać z prawdziwą przykrością, jako kolejnej próby niszczącej strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie. Tymczasem strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie jest owocem niemieckiego nawrócenia na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją. A tu jak na złość Angielczyków rzesza blada odkryła, że ruscy szachiści w biały dzień na terenie Wielkiej Brytanii otruli dawnego ruskiego szpiona „nowiczokiem”, którym przy okazji zatruła się jego córka, a nawet policjant, który pierwszy ich znalazł. Wielka Brytania natychmiast wydaliła grono ruskich dyplomatów, na co Kreml zareagował symetrycznie, ale wiadomo, że dyplomaci, to tylko wstęp, po którym następuje, a przynajmniej powinna nastąpić eskalacja. Nie bardzo jednak wiadomo, jak ruskim szachistom dokuczyć, więc na razie pomysły koncentrują się na znalezieniu jakiejś formy bojkotu mistrzostw futbolowych, jakie wkrótce mają się rozpocząć właśnie w Rosji. Zaletą takiego pomysłu jest jego bezpieczeństwo; groźnie kiwamy palcem w bucie, w sferze symbolicznej, bo w sferze przemysłu rozrywkowego. Ale na tym świecie pełnym złości nie ma rzeczy doskonałych, bo pełny bojkot może rozgniewać do żywego angielskich kibiców, z którymi wiadomo – nie ma żartów, toteż najtęższe głowy kombinują, jak by tu ruskie rozgrywki zbojkotować, zapewniając jednocześnie futbolistom udział w mistrzostwach. Tu na znakomity pomysł wpadł pan prezydent Andrzej Duda, który ogłosił, że nie pojedzie na otwarcie tych mistrzostw, ale oczywiście polska reprezentacja nie dozna żadnych przeszkód. Jestem pewien, że kiedy zimny ruski czekista Putin to usłyszał, to ze zmartwienia dostał serca palpitacji i te hercklekoty całkiem zepsuły mu smak szampana po spektakularnym zwycięstwie w wyborach prezydenckich. I chociaż pan prezydent Duda, podobnie jak premier Morawiecki może dzięki tej gorliwości uzyskać uchylenie szlabanu do Białego Domu, którego poza tym tak naprawdę nigdy nie było, to prezydent Donald Trump najwyraźniej musiał uznać, że to wystarczy i zapowiedział spotkanie z zimnym ruskim czekistą. Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie, więc o ile pan prezydent Duda, podobnie jak premier Morawiecki, musi się zrehabilitować po „rozczarowaniu”, jakie sprawił zdymisjonowanemu już sekretarzowi stanu Rexowi Tillersonowi, o tyle prezydent Trump niczego nie musi. Nie wiadomo tedy, czy podczas tego spotkania poobrywa prezydentowi Putinowi uszy, czy przeciwnie – zrobi z nim serdecznego niedźwiedzia – więc Nasza Złota Pani może z tego powodu odczuwać ukłucia zazdrości. Jeszcze bowiem tego by brakowało, gdyby o istnieniu, czy trwałości strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego decydować mieli Anglosasi. Toteż niemiecki owczarek Jan Klaudiusz Juncker w imieniu Komisji Europejskiej pogratulował prezydentowi Putinowi wyborczego zwycięstwa z niespotykaną czołobitnością, a Komisja Europejska, której ton nadaje drugi niemiecki owczarek Franciszek Timmermans, dała do zrozumienia, że warszawskie umizgi Naszej Złotej Pani nie mają najmniejszego wpływu na nieubłagane stanowisko w sprawie stanu demokracji i praworządności w Polsce. Toteż expose ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza było pełne utyskiwań na Unię Europejską – że nie taka, że nie w tę stronę i tak dalej – aż Naczelnik Państwa, który wcześniej był przez niego z treścią expose zapoznany, nie chciał wysłuchiwać tych gorzkich żalów po raz drugi i pod pretekstem niedyspozycji zdrowotnej nie pojawił się w Sejmie.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @lorenco 17:56:58
    Ujawniła się piąta kolumna
    Felieton • tygodnik „Polska Niepodległa” • 24 marca 2018

    On revient toujours a son premier amour – mawiają wymowni Francuzi, co się wykłada, że zawsze wraca się do pierwszej miłości. Co tu ukrywać; prawdziwi z nas szczęściarze, że w podsumowaniu męczeńskiego klangoru, jak to straszliwy Gomułka wypuścił Żydów z babilońskiej niewoli w cudnym raju – dodajmy, że w raju, którzy Żydzi pomagali Józefowi Stalinowi w Polsce wybudować - możemy obserwować historyczne pojednanie „Chamów”, czyli ubowców w pierwszy, drugim, trzecim, a być może nawet i czwartym pokoleniu – bo ubowcy rozwnuczają się u nas na podobieństwo szarańczy – z Żydami, a nawet udającymi Żydów szabesgojami. Mamy nawet dowód tego historycznego pojednania na piśmie w postaci listu, jakie grono sygnatariuszy skierowało do „Żydów”. Ponieważ nie ma konkretnego adresata, to list skierowany został do wszystkich Żydów. Również do tych, którzy nie wahają się rzucać na Polskę i na Polaków najgorszych oszczerstw, gwoli przyprawienia narodowi polskiemu odrażającego wizerunku narodu morderców.

    Sygnatariusze listu dopraszają się łaski, by „Żydzi” nie posądzili ich o lekceważenie „dialogu” i „prawdy o wspólnej historii”. Wiadomo bowiem, że lekceważenie „dialogu”, a zwłaszcza - „prawdy o wspólnej historii”, na ustalanie której strona żydowska co najmniej od 1998 roku zagwarantowała sobie monopol w postaci karalności tzw. „kłamstwa oświęcimskiego” w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej, to świętokradztwo i grzech śmiertelny. Szczególnie łajdacki jest fragment, w którym sygnatariusze krytykują nowelizację ustawy o IPN, której przypisują intencję „wyparcia udziału Polaków w Zagładzie”. Oznacza to, że oni sami ten udział Polaków w masakrze europejskich Żydów przez III Rzeszę podczas II wojny światowej w całej rozciągłości potwierdzają.

    Dotychczas jeszcze nikt nie wyszedł tak daleko naprzeciw skoordynowanym politykom historycznym: niemieckiej i żydowskiej. Celem historycznej polityki niemieckiej jest stopniowe zdejmowanie, a przynajmniej rozmywanie niemieckiej odpowiedzialności za II wojnę światową, zaś celem żydowskiej polityki historycznej jest przerzucanie tej odpowiedzialności na winowajcę zastępczego, na którego żydowskie organizacje przemysłu holokaustu upatrzyły sobie Polskę. Ta koordynacja obydwu polityk historycznych nabrała tempa po wygłoszonym w roku 2000 przemówieniu niemieckiego kanclerza Gerharda Schroedera, który oznajmił, że „okres niemieckiej pokuty dobiegł końca”. Od tego momentu nie ustaje antypolska kampania inspirowana, finansowana i nagłaśniana przez wspomniane żydowskie organizacje przemysłu holokaustu, do których niekiedy doszlusowuje Izrael, a piąta kolumna w kraju w podskokach wykonuje zadania zlecone. W tej piątej kolumnie najbardziej widoczna była redakcja i środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej” - ale pod wspomnianym listem podpisali się jeszcze inni uczestnicy piątej kolumny, zarówno weterani zdrady, jak i debiutanci. Zresztą przeprowadzenie takiego rozgraniczenia może być trudne, bo w organizacjach debiutujących w renegackim procederze uczestniczą osobnicy, u których odstępstwo od narodu polskiego zeszło już do poziomu instynktów, albo którzy skłonność do łajdactwa powysysali z mlekiem swoich matek i spermą ojców, co to nie wahali się ani chwili przed wysługiwaniem się każdemu, kto obieca im możliwość pasożytowania na historycznym narodzie polskim.

    Mam oczywiście na myśli ojców założycieli i potomstwo polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, której początki nikną w mrokach okupacji niemieckiej i sowieckiej. Zarówno folksdojcze, jak i kryminaliści, zorganizowani przez PPR, czyli sowiecką agenturę w „Armię Ludową”, po rozmaitych przygodach stali się najtwardszym jądrem komunistycznego systemu. W takim charakterze dochowali się potomstwa, które – jak np. w przypadku porządnej, ubeckiej familii Cimoszewiczów – pasożytuje na historycznym narodzie polskim już w trzecim pokoleniu. Po śmierci Józefa Stalina, kiedy pojawiło się niebezpieczeństwo zapłacenia rachunku za zbrodnie, zbrodniarze podzieli się na dwa gangi: „Żydów” i „Chamów”, które próbowały nawzajem tą odpowiedzialnością się przerzucać. Ten konflikt rozgorzał ponownie właśnie w 1968 roku, kiedy to „Chamy” próbowały odegrać się na „Żydach” umożliwiając im wyjazd z cudnego raju, który „tymi ręcami” tworzyli – no a teraz, na naszych oczach „Chamy” i „Żydy” padły sobie w objęcia, jednocząc się w potępieniu mniej wartościowego narodu polskiego, jako „udziałowcu Zagłady”.

    Pora zatem podać listę sygnatariuszy, bo – jak powiada Cyprian Norwid - „nie jest światło, by pod korcem stało”, więc niech zasługi w szkalowaniu narodu polskiego nie pozostaną bez nagrody, nawet gdyby miał być nią powróz, albo pieniek. A więc, wśród sygnatariuszy jest Akcja Demokratyczna, Obywatele RP, Inicjatywa Wolne Sądy i Komitet Obrony Demokracji – żeby wymienić jednym tchem organizacje stworzone – jak podejrzewam – przy pomocy Wojskowych Służb Informacyjnych, których już „nie ma”, ale kiedy „były”, to kierował nimi pan generał Marek Dukaczewski, po mieczu i kądzieli pochodzący z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. To po stronie „Chamów”. Po stronie „Żydów” wśród sygnatariuszy mamy Fundację im. Bronisława Geremka, Fundację im. Stefana Batorego, zasilaną pieniędzmi starego żydowskiego grandziarza Jerzego Sorosa, której z ręki je cała zgraja autorytetów moralnych i Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita. Jest tam też kilka organizacji których proweniencja nie jest do końca określona, ale skoro już się tam podpisały, to nie ma rady – trzeba je zakwalifikować jako tzw. „szabes-gojów”, czyli wysługujących się Żydom. To jest Stowarzyszenie im, Jana Karskiego z Kielc, Stowarzyszenie Kongres Kobiet i inne – temu podobne.

    Osobną kategorię stanowią dwie osobistości. Były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa, którego podejrzewam, że NIGDY nie przeciął pępowiny łączącej go z tajnymi służbami PRL, a który wspomnianemu listowi udzielił swego „poparcia”, no i aktualny prezydent Andrzej Duda, który „wypędzonych” w 1968 roku poprosił, żeby „wybaczyli Rzeczypospolitej”. Tym samym przyznał, podobnie jak prezydent Aleksander Kwaśniewski w Jedwabnem w 2001 roku, jak prezydent Bronisław Komorowski w roku 2011 w Jedwabnem, tymi przeprosinami przyłączył się do oskarżeń „Rzeczpospolitej” - że zgotowała Żydom marcowy holokauścik. Podobnie jak Lech Wałęsa, który „poparł” sygnatariuszy listu piszących o „wyparciu udziału Polaków w Zagładzie”. Lecha Wałęsę i Andrzeja Dudę łączy to że jeden był prezydentem Polski, a drugi jest nim aktualnie. Ale łączy ich jeszcze jedno – że i jednego i drugiego nastręczył Polakom na prezydenta Jarosław Kaczyński.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @lorenco 17:56:58
    Polska ormowcem Europy
    Felieton • Portal Informacyjny „Magna Polonia” (www.magnapolonia.org) • 23 marca 2018

    „Gardłuje jeden z drugim za Polską mocarstwową, a tobie za imperium kąt w szynku, bujna głowo. Tobie naftowa lampa Indiami w butelkach płonie...” - pisał poeta jeszcze w koszmarnych czasach sanacji. I co Państwo powiecie? Ponieważ „dobra zmiana” polega na historycznej rekonstrukcji przedwojennej sanacji, to nic dziwnego, że i historia się powtarza, a co za tym idzie – również ówczesne poezyje zaangażowane nabierają nieoczekiwanej aktualności. Przypomnijmy tedy, jak to było za sanacji i jak się skończyło – bo przecież wszystko przed nami, zwłaszcza gdy w chwili, gdy piszę ten felieton, do Warszawy przyjeżdża Nasza Złota Pani z gospodarską wizytą, poprzedzoną inspekcją nowego niemieckiego ministra spraw zagranicznych.

    Oczywiście oprócz rzucających się w oczy podobieństw, są też pewne różnice. Ot na przykład w roku 2016 zachwiało się niemieckie przywództwo w Europie i to z dwóch powodów. Po pierwsze, z powodu głupstw jakich narobiła Nasza Złota Pani w związku z tzw. kryzysem migracyjnym. Nie tylko sparaliżowana została ochrona zewnętrznych granic Unii Europejskiej, nie tylko Nasza Złota, na czele mikrocefali witała kwiatami bisurmańskich filutów na dworcach, ale w dodatku próbowała tresować kraje Środkowej Europy do pruskiej dyscypliny – żeby bez szemrania przyjęły wyznaczone przez nią kontyngenty bisurmanów. Wywołało to zdrowy odruch oporu, mimo nawoływań papieża Franciszka, który, próbując podlizać się stanowiącym finansową podporę Watykanu Niemcom, podpierał się Chrystusem. Ale Chrystus, owszem, podkreślał potrzebę miłości bliźniego swego, ale - „jak siebie samego” - to znaczy – że niekoniecznie bardziej. Że miłość bliźniego nie polega na uleganiu mu we wszystkich jego zachciankach, nawet za cenę własnego unicestwienia – toteż nawet w katolickiej Polsce płomienne apele papieża Franciszka wielu ludzi puszcza mimo uszu. W rezultacie w Niemczech doszła do głosu Alternatywa dla Niemiec, która zapowiada „polowania” na Naszą Złotą Panią. Czując na karku gorący oddech Alternatywy, Nasza Złota Pani próbowała zmontować „koalicję jamajską”, ale nic z tego nie wyszło, więc chwytając się brzytwy nawiązała rozmowy koalicyjne z kolejnym – bo poprzednim wybitnym przywódcą socjalistycznym był Adolf Hitler – wybitnym przywódcą socjalistycznym Martinem Schulzem. Martin Schulz zaczął stawiać Naszej Złotej Pani warunki zaporowe, więc w rezultacie został z politycznej sceny delikatnie uprzątnięty przez BND – co pokazuje, że nad demokracją wszędzie czuwają bezpieczniacy – i u nas i w Niemczech. Tak doszło do sklecenia koalicji bez Alternatywy, no i Nasza Złota po raz kolejny została kanclerzem. Drugą przyczyną zachwiania się niemieckiego przywództwa w Europie był wybór na prezydenta USA Donalda Trumpa, który przed swoim wyborem, jak i po nim, bardzo krytykował niemiecka hegemonię w Europie. Niemcy bowiem po 1990 roku stały się wyznawcami doktryny „europeizacji Europy” toz naczy – delikatnego ale cierpliwego i metodycznego wypychania USA z europejskiej polityki, zwłaszcza – z funkcji jej kierownika. Pamiętają bowiem, że na skutek dwukrotnego wtrącenia się USA do europejskiej polityki, Niemcy przegrały dwie wojny, które mogły przecież wygrać. Toteż po 1990 roku Niemcy nawróciły się na linie polityczna kanclerza Bismarcka, która polega na tym, że Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją. Zewnętrznym wyrazem tego nawrócenia jest strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, które nawet w listopadzie 2010 roku, na lizbońskim szczycie NATO, zostało uznane za najtwardsze jądro nowego porządku politycznego w Europie, który ostatecznie miał zastąpić porządek jałtański. Przypomnijmy, że właśnie wtedy, zostało proklamowane strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Ale na skutek niepowodzeń w Syrii, gdzie nie udało się doprowadzić do „zwycięstwa demokracji” to znaczy – do zastąpienia syryjskiego tyrana Baszira al Asada jakimś tyranem proizraelskim, prezydent Obama powrócił do aktywnej polityki w Europie Wschodniej, zapalając zielone światło dla przewrotu na Ukrainie, którego celem miało być wyłuskanie tego kraju z rosyjskiej strefy wpływów. Tak doszło do wysadzenia w powietrze porządku lizbońskiego – ale strategiczne partnerstwo niemiecko- rosyjskie przetrwało i tę próbę niszczącą. Ale jakże inaczej, kiedy 6 lipca 2017 roku prezydent Trump przyjechał do Warszawy na Forum Państw Trójmorza i podczas konferencji prasowej powiedział, że projekt ten bardzo mu się podoba i ze USA będą go „wspierały”? Ten projekt, to nic innego, jak powrót do Heksagonale – ale uzupełnionego i poprawionego to znaczy – ze Stanami Zjednoczonymi, jako protektorem. USA bowiem wcale nie zamierzą pozwolić na wymiksowanie ich z polityki europejskiej, ale w tym celu powinny mieć w Europie obszar, na którym mogłyby postawić obydwie stopy i projekt Trójmorza wychodzi naprzeciw temu amerykańskiemu interesowi. Ewentualna realizacja tego projektu zagraża co najmniej trzem ważnym interesom niemieckim: podważa niemiecką hegemonię w Europie, blokuje program budowy IV Rzeszy, w który Niemcy tyle już zainwestowały, no i stwarza krajom Europy Środkowej szansę uwolnienia się od więzów nałożonych na nie przez niemiecki projekt Mitteleuropa z 1915 roku. Tote4ż Niemcy zrobią wszystko, by do realizacji projektu Trójmorza nie dopuścić, a najlepszym i najbezpieczniejszym sposobem jest doprowadzenie do przesilenia politycznego w Polsce i wycofania się Polski z tego projektu, który bez niej nie ma sensu. I Nasza Złota Pani przyjeżdża, by się zorientować, jakie są możliwości i gdzie trzeba uderzyć.

    A tymczasem w Rosji odbyły się wybory prezydenckie, które w cuglach wygrał zimny ruski czekista Putin, uzyskując prawie 80 proc. głosów. Rządzi Rosją już 18 rok i jak tak dalej pójdzie, to może zrównać się z rządami Józefa Stalina, które trwały 31 lat. Najwyraźniej większości Rosjan podoba się model autorytarny, maskowany demokratycznymi dekoracjami – bo krytycy Putina właśnie za ten autorytaryzm go krytykują. Również w naszym nieszczęśliwym kraju - chociaż u nas też rządzą bezpieczniacy z WSI i innych watah, z tą jednak różnicą, że nasi wysługują się jak nie Związkowi Sowieckiemu, to Amerykanom, jak nie Amerykanom – to Niemcom, jak nie Niemcom, to Izraelowi, słowem – każdemu, który obieca im możliwość dalszego pasożytowania na historycznym narodzie polskim, od śmierci Prymasa Wyszyńskiego cierpiącym na dotkliwy kryzys przywództwa.

    Akurat w tym czasie w Wielkiej Brytanii otruty został gazem paraliżującym dawny ruski szpieg, a przy okazji gaz poraził angielskiego policjanta. Rząd brytyjski oskarżył o ten zamach Rosjan, wydalił rosyjskich dyplomatów, co oczywiście Rosja symetrycznie powtórzyła, no i przemyśliwuje nad jakimiś straszliwymi sankcjami, na przykład – zbojkotowaniem rozgrywek futbolowych. Dopiero na tym tle widać, jak wielką rangę polityczną ma dzisiaj przemysł rozrywkowy; jeszcze 120 lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy, by w ten sposób karać kogokolwiek. Dzisiaj jednak, gdy fikcja systematyczne wypiera realizm z życia publicznego - ale jakże ma być inaczej, gdy coraz większej liczbie ludzi zaciera się granica między pozorami, a rzeczywistością. Toteż pan premier Mateusz Morawiecki skwapliwie przyłączył się do brytyjskich oskarżeń i również Polska zaczęła groźnie kiwać palcem w bucie. Ciekawe, czy Wielka Brytania znowu udzieliła Polsce jakichś gwarancji, jak w roku 1939, czy też pan premier Morawiecki sam dopuścił sobie do głowy, że Polska właśnie wybija się na pozycje mocarstwowe i wszystkich dookoła porozstawia po kątach. „O wietrze, dobry wietrze, a tobie jaka troska? Dźwięczy strugami deszczu straszliwa pieśń dziadowska” - kończył swój wiersz poeta.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @lorenco 17:56:58
    Ojcowie ofiarni i marnotrawni
    Felieton • Radio Maryja • 22 marca 2018

    Szanowni Państwo!

    Sukces ma wielu ojców, klęska jest sierotą. Wprawdzie jeszcze nie wiadomo, czy zorganizowana przez grono działaczy Polonii Amerykańskiej 12 marca akcja odwiedzin biur kongresmanów na Kapitolu przyniesie sukces, czy też nie – ale sam fakt, że się odbyła sprawił, że objawiło się mnóstwo samozwańczych ojców tego wydarzenia. Przypomnijmy tedy, że na 11 marca zwołany został do Falls Church w Waszyngtonie zjazd działaczy Polonii z różnych stanów USA. Zgodnie z planem, 12 marca uczestnicy zjazdu mieli odwiedzić biura kongresmanów na Kapitolu i przekazać im udokumentowaną prośbę, by nie nadawali biegu ustawie HR 1226. Ustawa ta, 12 grudnia ubiegłego roku przyjęta przez Senat USA pod numerem 447, zobowiązywała sekretarza stanu, by w porozumieniu z organizacjami pozarządowymi, to znaczy – z żydowskimi organizacjami przemysłu holokaustu w USA – monitorował realizowanie żydowskich roszczeń majątkowych przez kraje uczestniczące w roku 2009 w konferencji „Mienie ery holokaustu” w Terezinie i żeby dwa razy do roku składał Kongresowi sprawozdanie w tej sprawie. Najgroźniejszy jest punkt trzeci tej ustawy, stanowiący, że przychody z własności bezdziedzicznej mają być przeznaczone na wspieranie ocalałych z holokaustu, na finansowanie edukacji o holokauście i na inne cele. Wynika z tego, że własność bezdziedziczna, na przykład w Polsce, musiałaby zostać wyodrębniona, choćby po to, by było wiadomo, jakie przynosi przychody. Kiedy zaś zostałaby już wyodrębniona, musiałaby zostać oddana komuś w zarząd – choćby po to, by te przychody były rozdzielane zgodnie z dyspozycją punktu trzeciego ustawy. Nie trzeba specjalnej przenikliwości, by wiedzieć, że tym zarządcą byłoby jakieś gremium żydowskie. To zaś oznacza, że środowisko żydowskie zostałoby na terenie Polski obdarzone majątkiem wartości co najmniej 65 miliardów dolarów, a może nawet ponad 300 miliardów dolarów – bo taka suma pojawiła się w liście skierowanym przez Organizację Restytucji Mienia Żydowskiego z Nowego Jorku do Ministerstwa Sprawiedliwości w Warszawie. To by oznaczało, że środowisko żydowskie z dnia na dzień zyskałoby w Polsce dominującą pozycję ekonomiczną, która natychmiast przełożyłaby się na dominującą pozycję społeczną i polityczną. W tej sytuacji grupa działaczy Polonii Amerykańskiej podjęła próbę zastopowania tej ustawy.

    Początkowo wydawało się, że wszyscy są za – ale po odwiedzinach Stanów Zjednoczonych przez wiceministra spraw zagranicznych Marka Magierowskiego, niektóre osobistości polonijne zaczęły mieć wątpliwości, czy warto przyjeżdżać na ten zjazd do Waszyngtonu i czy warto lobbować przeciwko tej ustawie. Pojawił się nawet dziwaczny pomysł, by nie sprzeciwiać się ustawie, a tylko wyłączyć spod jej działania Polskę – nie bardzo wiadomo na jakiej zasadzie, ponieważ w 2009 roku przewodniczący polskiej delegacji na konferencję w Terezinie Władysław Bartoszewski tamtejszą deklarację podpisał. W rezultacie tego zamieszania, w którym uczestniczył również prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej pan Frank Spula, do Waszyngtonu przyjechało znacznie mniej uczestników, niż początkowo się zapowiadało i wskutek tego 12 marca mogli odwiedzić tylko ponad 300 biur, a nie 435, jak początkowo zamierzali organizatorzy zjazdu. Warto przypomnieć, że akcję lobbowania przeciwko tej ustawie zainicjował jeszcze w grudniu pan Wojciech Jeśmian z Kalifornii. Warto też podkreślić, że polskie władze państwowe zachowują w tej sprawie podejrzane milczenie – jakby chciały wobec władz amerykańskich i żydowskich organizacji przemysłu holokaustu w USA stworzyć wrażenie, iż ta sprawa w ogóle ich nie obchodzi.

    Kiedy waszyngtoński zjazd jednak się odbył, a uczestnicy odwiedzili ponad 300 biur kongresmanów, zaraz pojawiło się mnóstwo ojców tego – jeszcze nawet nie wiadomo, czy aby na pewno – sukcesu. Próbują się podpisywać pod nim również i ci, którzy po wizycie w USA wiceministra Magierowskiego, usiłowali tę akcję storpedować. Uczestnicy waszyngtońskiego zjazdu wiedzą, kto jak się zachowywał i jak było. Ta sytuacja pokazuje, że polityczna integracja Polonii Amerykańskiej nie jest zadaniem łatwym – również z powodu zagadkowego postępowania władz w Warszawie, które – podobnie jak to było za pierwszej komuny – nadal traktują Polonię Amerykańską instrumentalnie. Ale mimo tych wszystkich przeciwności, pierwszy krok został zrobiony i miejmy nadzieję, że okaże się korzystny dla Polski i dla narodu polskiego.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej 19:26:19
    Roztargnieni pod specjalną ochroną
    Artykuł • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 13 marca 2018

    Nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem – mawiali starożytni Rzymianie, co to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji. Od tamtej pory minęło wiele stuleci, pieniądz kruszcowy został zastąpiony pieniądzem fiducjarnym, który ma wartość dlatego, że ludzie myślą, że ma wartość, w związku z czym dzisiaj osioł wcale nie musi być obładowany złotem, żeby, dajmy na to, sforsował w Polsce bramę Sądu Najwyższego. Właśnie opinia publiczna została poruszona salomonowym wyrokiem Sądu Najwyższego, który uniewinnił sędziego przyłapanego na kradzieży 50 złotych, a więc nawet nie żadnego „złota”, tylko papierowego Scheissu o niewielkiej wartości. Niezawisły (jeszcze) Sąd Najwyższy przyjął bowiem, że ów sędzia nie miał wcale złych intencji i tych 50 złotych wcale nie „ukradł”, tylko „wziął” wskutek roztargnienia. Najwyraźniej musiał być tak przyzwyczajony do chowania do kieszeni każdego banknotu, jaki znalazł się w zasięgu jego wzroku, że to przyzwyczajenie zeszło u niego do poziomu instynktów, a jak wiadomo, instynkt wyłącza działanie świadome. Tymczasem, według staroświeckich poglądów, które przydają się również, a może nawet zwłaszcza w takich sytuacjach, wyłączenie świadomości sprawcy czynu tempore criminis sprawia, że nie można przypisać mu winy, nawet nieumyślnej, a skoro tak, to nie ma innej rady, jak tylko delikwenta uniewinnić. Toteż niezawisły (jeszcze) Sąd Najwyższy tak właśnie uczynił, być może kierując się przesłanką tak zwanej notoryjności sądowej – że żaden sędzia nie potrafiłby oprzeć się pokusie schowania do kieszeni banknotu, jaki znalazł się w zasięgu jego wzroku i ręki. Skoro bowiem sędziowie stanowią wyjątkową pod każdym względem „kastę” ludzi, to muszą się od ludzi normalnych różnić jakąś, przynajmniej jedną, istotną właściwością. Dlaczego zatem nie taką? Dodatkową poszlaką, jaka by na to właśnie wskazywała, jest deklaracja, jaką Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” wkłada w usta Sędziego Soplicy: „Dano mi dobra? Wziąłem.” Wynika z niej, że Sędzia, niekoniecznie tylko Soplica, weźmie wszystko, co tylko zobaczy. Oczywiście zbyt dokładne roztrząsanie tego przypadku mogłoby doprowadzić do niepotrzebnego ujawnienia wobec opinii publicznej takich właśnie „kastowych” cech niezawisłych (jeszcze) sędziów, toteż Sąd Najwyższy roztropnie poprzestał na bezpiecznej formule „roztargnienia” - ale my możemy przecież rozebrać sobie ten casus z większą uwagą i dzięki temu dojść do konkretnych konkluzji, potwierdzających trafność spostrzeżenia pani sędzi Ireny Kamińskiej, ogłoszonego podczas Kongresu Sędziów Polskich. Mówiąc nawiasem, był to bardzo ciekawy kongres, bo o ile mi wiadomo, nie poprzedziły go wybory żadnych delegatów, wskutek czego przyjechał tam, kto chciał, albo – kto musiał. Jeśli zaś przyjechał ten, kto musiał, to dlaczegóż nie podejrzewać, iż przyjechali tam konfidenci, których na stanowiskach sędziów osadziły Wojskowe Służby Informacyjne, albo i UOP, co to jeszcze w latach 90-tych przeprowadził, nadal owianą mgłą tajemnicy, słynną operację „Temida”, polegającą na werbunku agentury w środowisku sędziowskim? Dopiero w świetle tych podejrzeń możemy lepiej zrozumieć przyczynę napięć wokół reformy sądownictwa – napięć wykraczających poza granice naszego nieszczęśliwego kraju. Jak bowiem wiadomo, w latach 80-tych, a więc w okresie poprzedzającym przeprowadzenie w Polsce sławnej transformacji ustrojowej, w następstwie której „upadł komunizm”, czego dowodem był wybór przywódcy owych „upadłych” komunistów, pana generała Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta „wolnej Polski” - otóż w latach 80-tych NRD-owska STASI uzyskała od Sowieciarzy pozwolenie na werbunek agentury w Polsce i skwapliwie z tego skorzystała. Po zjednoczeniu Niemiec, to znaczy – po wchłonięciu przez RFN Niemieckiej Republiki Demokratycznej 3 października 1990 roku – aktywa STASI, a więc – również jej agentura na terenie Polski – zostały przejęte przez BND. Te zależności reprodukują się w kolejnych pokoleniach ubeckich i sędziowskich dynastii, jako, że mamy w Polsce nasilające się zjawisko dziedziczenia pozycji społecznej: dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, dzieci sędziów – sędziami, a dzieci konfidentów – konfidentami. Dopiero na tym tle rozumiemy przyczyny, dla których i Nasza Złota Pani i jej niemieckie owczarki w osobach Jana Klaudiusza Junckera i Franciszka Timmermansa tak wielką wagę przykłada do praworządności w Polsce, a kierowana przez wspomnianych owczarków Komisja Europejska tak energicznie krytykuje reformę sądownictwa. Jakże ma nie krytykować, skoro jej głównym celem jest eliminacja ze środowiska sędziowskiego agentury zainstalowanej tam przez STASI, WSI i UOP, a w jej miejsce zainstalowanie agentury zwerbowanej przez ABW pod nowym kierownictwem?

    Skoro tedy wyjaśniliśmy sobie sytuację wymiaru sprawiedliwości w skali makro, możemy przejść do skali mikro. Zanim jednak to uczynimy, jeszcze jedna uwaga. Otóż nasycenie środowiska sędziowskiego i prokuratury konfidentami, wywołuje dodatkowe skutki, zarówno w zakresie ustawodawstwa, jak i praktyki wymiaru sprawiedliwości. Rzecz w tym, że agentura w prokuraturze i sądach jest wykorzystywana nie tylko do ochrony bezpieczniaków przed odpowiedzialnością karną za rozkradanie państwa i inne machinacje, ale również do ochrony przed odpowiedzialnością karną zwyczajnych konfidentów, którzy przez swoich mocodawców i zleceniodawców wynagradzani są właśnie bezkarnością. Żeby uniknąć niepotrzebnej ostentacji, przeprowadzone zostały odpowiednie zmiany w ustawodawstwie. Bo zazwyczaj konfident przyłapany na dorabianiu sobie za pomocą kradzieży, bywa pod rozmaitymi pretekstami oczyszczany z zarzutów, z czego oczywiście korzystają również funkcjonariusza organów ścigania, zgodnie z biblijną jeszcze zasadą, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu”. Wtedy taki konfident musi tylko opłacić łapówki – oczywiście „po czinu”, czyli według rangi zajmowanej w strukturze organów ścigania przez osobę tuszującą sprawę. Ale bywa i tak, że taki jeden z drugim konfident zostanie przyłapany na gorącym uczynku i ze względu na rozgłos w opinii publicznej sprawy zatuszować nie można bez utraty prestiżu i wywołania podejrzeń wobec organów ścigania. Na taką okoliczność we wrześniu 2013 roku, a więc w ramach grillowania premiera Donalda Tuska z powodu nieudanej próby uzyskania autonomii wobec starych kiejkutów, które zrobiły z niego człowieka, uchwalona została nowelizacja kodeksu postępowania karnego, w ramach której wprowadzona została instytucja tzw. dobrowolnego poddania się karze. Jeśli taki jeden z drugim konfident zostanie przyłapany na gorącym, to układa się z prokuratorem, że dobrowolnie podda się karze. Prokurator w takiej sytuacji już n ie drąży sprawy, tylko występuje z odpowiednim wnioskiem do niezawisłego sądu, który bez przeprowadzania rozprawy i bez żadnego postępowania dowodowego, przyklepuje przyłapanemu karę, którą tamten uzgodnił z prokuratorem – jak się możemy domyślać – nie za darmo. Prawdopodobnie i sędzia też podłączany bywa do spółdzielni, bo nowelizacja obfituje w rozmaite zachęty; sędzia „może”, ale „nie musi”, a skoro tak, to trzeba go jakimiś argumentami do tego przekonać. W tej sytuacji tylko głupek by nie skorzystał, a wiadomo, że wśród niezawisłych sędziów żadnych głupków nie ma. Wszyscy są więc zadowoleni; przestępca – bo unika kłopotliwych pytań, nie mówiąc już o podłączaniu do prądu, dzięki czemu może chronić wspólników, którzy w tej sytuacji poczuwają się do solidarności i składają na łapówki. Funkcjonariusze organów ścigania – bo nie muszą przemęczać się pracą, a pieniążki płyną – jak mówi poeta: „skąd, gdzie – ani wiesz!” , no i niezawisłe sądy – bo postępowania toczą się sprawnie, jak na NKWD-owskim konwejerze, żadnych apelacji nie ma co się obawiać, a co się odłoży, to się odłoży. Wreszcie zadowolone są stare kiejkuty, bo dzięki temu nie muszą rujnować się ani nawet dzielić z konfidentami dochodami uzyskiwanymi z okupacji naszego nieszczęśliwego kraju. Konfidenci pozostają – jak to się mówi - „na własnym życiu”, a stare kiejkuty, poprzez konfidentów uplasowanych w Sejmie i Senacie, stworzyły im ku temu odpowiednie warunki prawne, zaś konfidenci w organach ścigania i niezawisłych sądach roztaczają nad tym łańcuchem pokarmowym parasol ochronny.

    Toteż bez specjalnego zdziwienia przeczytałem postanowienie niezawisłego sądu w Mińsku Mazowieckim, o odmowie uwzględnienia wniosku mojej żony o zabezpieczenie na mieniu oskarżonego Rafała Piotra Kowalewicza roszczenia o zapłatę 50 tys zł. W grudniu 2016 roku sprzed domu przy ul. Dobrej w Warszawie skradziony został nasz samochód Honda CRV. Poszukiwania nie dały rezultatu i wkrótce otrzymaliśmy urzędowe zawiadomienie, że ponieważ złodzieje się nie zgłosili, to organ sprawę umarza. Takie zawiadomienie mógłbym sam sobie napisać i wypadłoby to znacznie taniej, niż koszty utrzymywania niezależnej prokuratury, z której – jak widać – żadnego pożytku nie ma i nie będzie. Aliści po roku zadzwonił policjant z komisariatu w Halinowie z wiadomością, że na posesji Rafała Piotra Kowalewicza policja znalazła części samochodowe, wśród nich również części z naszego samochodu i że sprawa karna przeciwko panu Kowalewiczowi odbędzie się w niezawisłym sądzie w Mińsku Mazowieckim. Toteż żona, będąca właścicielem samochodu, wystąpiła z wnioskiem o uznanie jej za pokrzywdzoną i o zabezpieczenie roszczenia na mieniu oskarżonego. Aliści okazało się, że pan Kowalewicz dobrowolnie poddał się karze, dzięki czemu niezależna prokuratura przyjęła do wiadomości jego wyjaśnienia, że tylko te części, które u niego znaleziono, kupił od nieznanego dostawcy – i o to tylko został oskarżony. Ponieważ te części zostały w toku postępowania przygotowawczego zabezpieczone, to pan Kowalewicz nie ma wobec właścicielki skradzionego samochodu żadnych zobowiązań, wobec czego sąd w osobie pani Anny Ławeckiej postanowił odmówić zabezpieczenia roszczeń na jego mieniu, bo właścicielka żadnych roszczeń wobec niego nie ma, tym bardziej, że – jak napisała pani prokurator Agnieszka Gańko - pan Kowalewicz „wyraził skruchę”, w związku z czym „cele postępowania karnego zostaną osiągnięte” bez przeprowadzenia rozprawy. Na postanowienie sądu o odmowie zabezpieczenia roszczenia służy oczywiście zażalenie, ale będę odradzał żonie, podobnie zresztą, jak każdemu innemu człowiekowi, składanie zażaleń do niezawisłych sądów i w ogóle – jakichkolwiek wniosków. „Widzi, że most – i jedzie!” - mawiano w czasach staropolskich, kiedy polskie mosty „cieszyły się złą opinią” - jak napisał był pewien milicjant za pierwszej komuny. „Polski most, niemiecki post, włoskie nabożeństwo, wszystko to błazeństwo!” - głosiło popularne w tych czasach przysłowie. Zatem nie ma żadnego powodu, by normalny człowiek oczekiwał od niezawisłego sądu jakiegoś sprawiedliwego rozstrzygnięcia. Toteż „widząc, że most”, lepiej nigdzie się nie odwoływać, bo pewnie im wyżej – tym gorzej - tylko pogodzić się ze stratą tym bardziej, że po orzeczeniu Sądu Najwyższego pan Kowalewicz i wszyscy inni z pewnością swoje postępowanie będą tłumaczyli „roztargnieniem”, bo roztargnienie najwyraźniej awansowało do rangi wiodącego kontratypu, a więc okoliczności wyłączającej przestępstwo. „Głęboko odczuwamy wspólnotę naszych losów” - głosiło „Posłanie do narodów Europy Wschodniej”, uchwalone przez I Zjazd Solidarności jesienią 1981 roku. Wtedy chodziło o wspólne odczuwanie dolegliwości politycznej niewoli, ale kiedy dzisiaj przypominam tamte słowa to dlatego, że na skutek postępującej degeneracji funkcjonariuszy III Rzeczypospolitej, oznaczają dziś one rodzaj pobratymstwa między „elementami socjalnie bliskimi” to znaczy – między środowiskami tworzącymi przestępcze podziemie i środowiskami tworzącymi „kasty” pretendujące do miana elity. Ale jakże inaczej, skoro pod okupacją starych kiejkutów III Rzeczpospolita stała się organizacją przestępczą o charakterze zbrojnym – quod erat demonstrandum?

    Stanisław Michalkiewicz
  • @Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej 19:26:19
    Holokaustnicy, czy dobrzy Niemcy?
    Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 11 marca 2018

    Stare kiejkuty, czyli wojskowi bezpieczniacy, przez całe dziesięciolecia stanowiły najtwardsze jądro reżymu, gotowe wykonać każde łotrostwo, jakiego zażądaliby od nich kremlowscy mocodawcy. Kiedy jednak Sowieci w porozumieniu z Amerykanami przystąpili do rozmontowywania systemu komunistycznego, obfitującego w rozmaite „spontany i odloty”, niczym Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy słynnego „Jurka Owsiaka”, stare kiejkuty, nauczone, by nikomu nie ufać, na wszelki wypadek przewerbowały się do przyszłych sojuszników naszego nieszczęśliwego kraju – jedni do Amerykanów, inni – do niemieckiej BND, inni – do izraelskiego Mosadu, a niektórzy zostali przy GRU, jako, że nie zmienia się koni podczas przeprawy. Wskutek tego Polską rotacyjnie – w zależności od tego, które państwo akurat bierze nas pod swoją kuratelę rządzą trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie. Kiedy Polska w 2013 roku przeszła pod kuratelę amerykańską, rozpoczęły się przygotowania do przetasowań na politycznej scenie, w następstwie których w roku 2015 Stronnictwo Pruskie zostało zepchnięte z pozycji lidera politycznej sceny, na którą wysforowało się Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie. Prawo i Sprawiedliwość – bo o nim mowa – najwyraźniej zapomniało o staropolskim porzekadle, że co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie i podjęło zuchwałą próbę wykorzystania tego samego narzędzia, które w roku 1998, na życzenie żydowskich organizacji przemysłu holokaustu i Izraela, wepchnięte zostało przez koalicję AWS-UW do ustawy o IPN w postaci penalizacji tzw. „kłamstwa oświęcimskiego” to znaczy – każdej próby podważania zatwierdzonej do wierzenia żydowskiej wersji historii II wojny światowej, a zwłaszcza – tak zwanego „holokaustu”, czyli masakry europejskich Żydów przez III Rzeszę, do ochrony reputacji Polski. Na to naruszenie żydowskiego monopolu naprawdę zawrzał gniewem Izrael, zawrzały gniewem żydowskie organizacje przemysłu holokaustu w USA, co zaniepokoiło amerykańską administrację, która – ustami sekretarza stanu Rexa Tillersona dała wyraz swemu zaniepokojeniu zuchwalstwem tubylczych mieszkańców naszego bantustanu. Jeszcze dalej poszła rzeczniczka Departamentu Stanu, oświadczając, że jeśli Polska nie przestanie w ten sposób dokazywać, to naraża się na uszczerbek swoich „interesów strategicznych”. Ponieważ podniesiony przez stronę żydowską klangor spowodowany był pragnieniem zneutralizowania polskiego improwizowanego lobbingu przeciwko przyjętej przez Senat USA 12 grudnia ub. roku ustawie nr 447 (w Izbie Reprezentantów noszącej numer 1226), deklaracje sekretarza Tilersona i Departamentu Stanu wzbudziły w Polsce podejrzenia, że obecna administracja USA, podobnie jak poprzednie – traktuje Polskę jako rodzaj skarbonki dla żydowskich organizacji przemysłu holokaustu w USA i dla Izraela.

    W takiej atmosferze na portalu Onet, związanym ze stacją TVN, którą podejrzewam, iż została stworzona przez stare kiejkuty przy udziale pieniędzy skradzionych z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, pojawiła się informacja, że z powodu nowelizacji ustawy o IPN prezydent Duda i premier Morawiecki aż do odwołania nie będą przyjmowani w Białym Domu. Ta informacja pojawiła się jednocześnie z przezwyciężeniem w Niemczech kryzysu związanego z niemożnością utworzenia koalicji rządowej, co mogło oznaczać, że Niemcy ze zdwojoną energią zajmą się teraz odwojowywaniem swoich wpływów w Polsce, zwłaszcza w obliczu projektu Trójmorza, który mógłby zagrozić ważnym niemieckim interesom w Europie. Czy publikacja Onetu była samodzielna, czy też stanowiła fragment kombinacji operacyjnej niemieckiej BND – trudno zgadnąć, ale taka samowolka to byłby przypadek rzadki - „a czy w ogóle są przypadki?” - pyta retorycznie poeta. Zatem nie można wykluczyć, że niemiecka BND zleciła zblatowanym z nią starym kiejkutom podsunięcie funkcjonariuszom poprzebieranym za dziennikarzy Onetu informacji o szlabanie dla prezydenta Dudy i premiera Morawieckiego w Białym Domu, a także – o możliwości zrewidowania „rozwoju” (amerykańskiej - SM) wojskowej obecności w Polsce. Ta wiadomość postawiła wszystkich w Polsce na równe nogi, bo gdyby była prawdziwa, to potwierdzałoby najgorsze obawy, że NATO nie jest warte nawet funta kłaków i że dotychczasowe podlizywanie się Amerykanom właśnie okazało się daremne. Toteż z czeluści MSZ zaczęły dochodzić pomruki, że nic podobnego, że wszystko jest w jak najlepszym porządku – ale nie brzmiało to przekonująco, zwłaszcza w kontekście poprzednich deklaracji Departamentu Stanu. Zresztą – jak mawiał książę Gorczakow – trudno nie wierzyć zdementowanym wiadomościom, zwłaszcza, że Amerykanie zagadkowo milczeli. Widocznie jednak w tzw. „międzyczasie” musiały pójść jakiej iskrówki, bo następnego dnia rzeczniczka Departamentu Stanu wydusiła z siebie enigmatyczną deklarację, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Możliwe tedy, że Onet podał wiadomość podsuniętą, ale przynajmniej częściowo prawdziwą. Ciekawe, czy siedmiorakie tajne służby naszego bantustanu potrafią spenetrować prawdę, a w razie potwierdzenia, iż był to początek kolejnej kombinacji operacyjnej z wykorzystaniem starych kiejkutów i ich konfidentów – czy Umiłowani Przywódcy odważą się zrobić z nimi porządek – bo na razie odważnie wojują z nieboszczykami.

    Właśnie Sejm uchwalił ustawę „degradacyjną”, wskutek której Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak zostali zdegradowani do stopnia szeregowca, podobnie jak Mirosław Hermaszewski, co to – jako pierwszy polski kosmonauta – został wciągnięty do Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego w 1981 roku. Podobno mają iść za tym kolejne ustawowe kroki represyjne; obydwaj nieboszczykowie mają zostać urzędowo ekshumowani, skremowani, a ich prochy, po uprzednim załadowaniu do armaty, mają być wystrzelone w kierunku Obwodu Królewieckiego. Nawiasem mówiąc, przy tej okazji pan senator Jan Rulewski niesłychanie wzbogacił medycynę, diagnozując u pana ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka „nekrofobię”. Ta jednostka chorobowa z pewnością dołączy do innych „fobii” - „kseno” i „homo” - i jako dolegliwość politycznie niepoprawna, będzie tępiona przez wiedeńską Agencję Praw Podstawowych. Warto zwrócić uwagę, że ta dolegliwość pojawiła się u pana ministra Błaszczaka kiedy tylko został ministrem obrony po odejściu z tego stanowiska złowrogiego Antoniego Macierewicza. Jak wiadomo, w MON i spółkach Skarbu Państwa skupionych w Polskiego Grupie Zbrojeniowej trwa rzeź niewiniątek, na miejsce których wracają stare kiejkuty – nowi przyjaciele pana prezydenta Andrzeja Dudy, co do którego nie wiemy na pewno – czy ma szlaban do Białego Domu, czy go nie ma.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej 19:27:15
    Pokłosie pomarcowe
    Felieton • Portal Informacyjny „Magna Polonia” (www.magnapolonia.org) • 14 marca 2018

    Ajajajajajajaj! Ileż niewymownych cierpień zadali polscy naziści biednym żydowskim ofiarom, których nie udało się wyholokaustować ani Hitlerowi, ani nawet – Stalinowi – bo i Stalin, pod koniec życia nosił się z zamiarem urządzenia Żydom holokaustu, jako, że miał w zwyczaju holokaustować dawnych swoich wspólników w rozmaitych rewolucyjnych przedsięwzięciach. Wśród tych wspólników Stalina Żydzi mieli swoją wyraźną nadreprezentację, na co zwróciła mi uwagę pewna, nieżyjąca już Rosjanka, którą poznałem u mojej siostry w Budapeszcie, a która była z nią zaprzyjaźniona. Podczas kolacji powiedziałem jej, że w sprawie komuny my Polacy jesteśmy właściwie niewinni, bo to wy, Rosjanie przywlekliście do nas tę zarazę ze sobą, ale wy, Rosjanie, nie macie już na swoje usprawiedliwienie niczego. Na co ona zaczęła mi wyliczać po kolei wybitnych bolszewików, poczynając oczywiście od Lenina. - A Lenin – powiedziała – to kto? Rosjanin, czy Żyd? A Stalin to Rosjanin, czy Gruzin? A Dzierżyński to kto? Rosjanin, czy Polak? A Trocki to kto? Rosjanin, czy Żyd? - i tak dalej. A kiedy już skończyła tę wyliczankę, powiedziała: naród rosyjski najdłużej opierał się bolszewizmowi z bronią w ręku! Wobec takich argumentów nie wypadało nic innego, jak się z tym zgodzić, ale szkoda, że w obecnej rosyjskiej publicystyce i retoryce politycznej też wątek w ogóle nie jest wyeksponowany, a mumia Lenina nadal smrodzi na Placu Czerwonym w Moskwie. Najgorsze są nieproszone rady, ale wydaje mi się, że zamiast bredzić o jakimś „słowiaństwie”, które w Polsce na milę śmierdzi gurowszczyzną, Rosjanie lepiej by zrobili, prezentując się jako naród z bronią w ręku opierający się bolszewizmowi. Po pierwsze dlatego, że to prawda, przynajmniej do pewnego czasu, a po drugie dlatego, że na dzisiejszym Zachodzie, na podobieństwo tornada przewala się komunistyczna rewolucja, tyle, ze nie prowadzona według strategii bolszewickiej, tylko wymyślonej jeszcze w latach 20-tych XX wieku przez włoskiego komunistę Antoniego Gramsciego. O ile tedy „słowiaństwo”, może poza jakimiś wariatami, nikogo w Europie do niczego dziś nie zainspiruje, to opór wobec komunizmu – jak najbardziej i to niejednego. Ale to problem Rosjan, w jaki sposób zamierzają dzisiaj prezentować się światu – czy jako czciciele gruzińskiego ludojada, tęskniący za okruchami ze stołu pańskiego, czy jako bastion oporu wobec komunistycznej rewolucji, przy pomocy której starsi i mądrzejsi próbują przerobić historyczne europejskie narody na „masy” - rodzaj nawozu Historii, na którym mogłyby wyrastać cudne kwiatuszki w rodzaju pana red. Adama Michnika, czy Seweryna Blumsztajna.

    Tak się bowiem składa, że w komunistycznej rewolucji, zarówno tej bolszewickiej, jak i tej współczesnej, Żydzi byli i są w awangardzie. Zawsze niezadowoleni, że jeszcze nie panują nad światem, co w ich mniemaniu obiecał im przecież Stwórca Wszechświata i niechętni wobec narodów stających im na zawadzie, masowo poparli bolszewicki internacjonalizm, jako program dla wszystkich narodów z wyjątkiem żydowskiego, który również pod bolszewikami tworzył „partię wewnętrzną”, zorganizowaną już na zasadzie solidarności narodowej. Temu programowi dla narodów mniej wartościowych przeciwstawili się również Polacy, o czym świadczy piosenka z 1920 roku, akcentująca elementy polskiej tożsamości narodowej: „Hej tam na Litwie z naszych kościołów porobili Żydzi stajnie dla wołów. Pójdziem wygnać te bydlęta, bo tam nasza wiara święta, bagnet na broń, bolszewika goń!” Dlatego też i Polacy, zamiast w zadręczać się kompleksami, imitować zachodnich półgłówków i przepraszać wszystkich dookoła za suflowane im winy, powinni wyeksponować ten orężny triumf nad bolszewikami w 1920 roku, wiążąc go z wiktorią wiedeńską Jana III Sobieskiego, która uchroniła Europę przed bisurmańskim zalewem tak samo, jak polskie zwycięstwo w wojnie bolszewickiej uchroniło ją przed zalewem bolszewickim. „Lasem polskich dzid narody zasłaniane od podboju, wynuciły pieśń swobody, pieśń miłości, pieśń pokoju”. To, że dzisiaj w tej pieśni coraz więcej fałszywych tonów, to tylko chwilowe zakłócenie, któremu europejskie narody powinny się przeciwstawić, jeśli nie chcą zostać przerobione na „nawóz Historii”.

    Jednym z ważnych narzędzi przerabiania historycznych europejskich narodów na „nawóz Historii” jest „pedagogika wstydu”, której celem jest wzbudzenie w tych narodach poczucia winy wobec Żydów. Gdyby to się udało, to Żydzi mogliby zdominować te narody psychicznie bez konieczności uciekania się do terroru, więc nic dziwnego, że się tak energicznie wokół tego uwijają. Takie okazje, jak 50 rocznica „wydarzeń marcowych”, które przecież były spontanicznym buntem p o l s k i e j młodzieży przeciwko komunie, którą wcześniej, przy pomocy sowieckich bagnetów, zainstalowali żydowscy arywiści w rodzaju Jakuba Bermana, Hilarego Minca, Romana Zambrowskiego, czy Józefa Różańskiego, są dzisiaj intensywnie eksploatowane przez żydowską propagandę, właśnie w ramach pedagogiki wstydu. Potomstwo dawnych funkcjonariuszy komunistycznego aparatu propagandy, funkcjonariuszy komunistycznego aparatu gospodarczego, w którym dawni szewcy, krawcy, czy osobnicy bez żadnego wykształcenia ani zawodu, zostawali dyrektorami departamentów w ministerstwach, dyrektorami zjednoczeń itp., funkcjonariuszy aparatu partyjnego, gorliwie realizujący wszystkie pomysły moskiewskiej centrali – oczywiście nie zapominając o sobie – i wreszcie funkcjonariusze komunistycznego aparatu terroru, to znaczy - bezpieki i wojska. To właśnie oni, w efekcie ówczesnej rozgrywki między frakcją „partyzantów”, czyli dawnych „Chamów”, a frakcją „Żydów” w tej samej partii komunistycznej, utracili „miejsca pracy” i nie mając już tu nic do roboty, wyjechali na Zachód. Tam nie wypadało przechwalać się udziałem w komunistycznym aparacie, dajmy na to, terroru – ale wypadało drapować się w konstium męczeński i pomstować na „polski antysemityzm”. Skoro ta retoryka okazała się użyteczna przed 50 laty, to nic dziwnego, że dzisiaj też została intensywnie wykorzystana. W następstwie tego prezydent Andrzej Duda w przemówieniu wygłoszonym na Uniwersytecie Warszawskim w obliczu całego świata „przeprosił” w imieniu „Rzeczypospolitej”, kontynuując obrzydliwą tradycję przyłączania się do oskarżeń narodu polskiego, zapoczątkowaną przez Aleksandra Kwaśniewskiego i kontynuowaną przez Bronisława Komorowskiego, któremu najwyraźniej skończyła się kwarantanna. To już się robi nowa świecka tradycja i można by pomyśleć, że ciąży nad nami jakieś fatum, gdyby nie to, że ci wszyscy prezydenci, to rezultat naszej lekkomyślności, wskutek której wodzą nas za nos rozmaici szczurołapowie.

    Stanisław Michalkiewicz
  • @Ziut - Ruch dla Rzeczypospolitej 19:27:15
    Zostałem „ojcem duchowym”!
    Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 21 marca 2018

    Czego to się człowiek nie dowiaduje o sobie! Już byłem „rusofobem”, już byłem agentem niemieckim, już byłem nawet agentem Mosadu – bo do tego, że jestem agentem ruskim już zdążyłem się przyzwyczaić i tylko od czasu do czasu wzdycham melancholijnie, że „może szkoda, że to nieprawda”? Ale to wszystko, to standard współczesnej publicystyki zaangażowanej, której luminarze każdego, kto ma zdanie odrębne, uważają za „agenta” - a jakiego – no, to zależy od tego, komu aktualnie się wysługują. A wysługują się albo temu, kto akurat roztacza kuratelę nad naszym nieszczęśliwym krajem, albo temu, do którego oni sami, albo ich ojcowie („nasze matki, nasi ojcowie z SB”) się przewerbowali. Dlatego też i ja mogłem zostać agentem wszystkich możliwych potencji, Watykanu nie wyłączając. Ciekawe, że nie udało mi się awansować do rangi agenta amerykańskiego, ale rozumiem, że takie stanowiska są zarezerwowane dla absolwentów Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu USA, z której pochodzą Umiłowani Przywódcy i to nie tylko z obozu płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, jak np. Pani Beata Szydło, czy Kazimierz Marcinkiewicz, ale również z obozu zdrady i zaprzaństwa, jak Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, czy Donald Tusk. Ale agent, to tylko agent, nawet jeśli zostaje prezydentem, czy premierem rządu naszego bantustanu, podczas gdy pan dr Targalski ku memu zaskoczeniu, mianował mnie niedawno „ojcem duchowym” „partii rosyjskiej” w Polsce, której „konsolidację” swym argusowym okiem spostrzegł już „od dwóch miesięcy”. Tak się akurat składa, że przed dwoma miesiącami stacja TVN, którą podejrzewam, że została utworzona przez starych kiejkutów przy udziale pieniędzy ukradzionych z FOZZ, a po Międzynarodowej Konferencji Naukowej „Most”, jaka odbyła się 18 czerwca 2015 roku w Warszawie gwoli zasugerowania Amerykanom wciągnięcia starych kiejkutów na listę „naszych sukinsynów” - została sprzedana amerykańskiej firmie Scripts Network Interactive, której właścicielem jest Discovery Communications, gdzie prezesem jest pan Dawid Zaslaw z pierwszorzędnymi, warszawskimi korzeniami – więc ta właśnie stacja puściła w świat nagraną 8 miesięcy wcześniej przez pana redaktora Bertolda Kittela, którego podejrzewam o niebezpieczne związki ze starymi kiejkutami, relację o obchodach urodzin Hitlera w krzakach koło Wodzisławia Śląskiego. Przypuszczam, że obchody zostały zainscenizowane na zamówienie TVN, a od mego honorable correspondant z USA właśnie się dowiedziałem, że została puszczona na zamówienie środowisk żydowskich w związku z podjęciem przez Polonię Amerykańską próby zablokowania ustawy HR 1226. Natychmiast odezwały się nożyce w osobie pana ministra Joachima Brudzińskiego, że będzie dusił „nazistów” gołymi rękami, a na początek postawi poza prawem ONR. Na tych ONR-owców intensywnie szczuje Umiłowanych Przywódców żydowska gazeta dla Polaków. Widocznie tamtejszy Judenrat uważa, że „nazistami” to mogą ewentualnie być Żydzi, zgodnie z zasadą, że czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty, a mniej wartościowym narodom tubylczym - wara. Oczywiście w Ameryce nikt Scheissu nadawanego przez TVN nie ogląda, więc Sanhedryn podniósł klangor w związku z zaskakującą nowelizacją ustawy o IPN, do której rząd wcisnął art 55 a, przewidujący karalność opowieści o „polskich obozach” i w ogóle – ale która zarazem otworzyła nieistniejącą wcześniej furtkę do szkalowania Polski i Polaków w „dziełach naukowych” i „artystycznych”. Dzisiaj, kiedy za „naukę” uważane są gender studies, a „produkcją artystyczną” może być nawet gówno w słoikach, nowelizacja tej ustawy otwiera przed oszczercami niespotykane przedtem możliwości. Mimo to jednak strona żydowska podniosła klangor, z obawy naruszenia żydowskiego monopolu na ustalanie prawdy historycznej i wszelkiej innej, a Naczelnik Państwa postawił sprawę prestiżowo, niczym Stalin podczas obrony Moskwy: ani kroku w tył! Taka nieustępliwość Naczelnika Państwa, pana prezydenta i rządu w sprawie merytorycznie wątpliwej, przy jednoczesnym tolerowaniu awanturnictwa uprawianego przez izraelską ambasadoressę, której nikt nie odważył się dać eskorty do granicy oraz zagadkowym i uporczywym milczeniu w sprawie ustawy HR 1226, stwarzającej dla Polski i dla narodu polskiego realne i śmiertelne niebezpieczeństwo, budzi podejrzenia, że w sprawie realizacji żydowskich roszczeń majątkowych jakieś decyzje już zapadły i tylko dla polskiej opinii publicznej mają pozostać tajemnicą jak najdłużej. Sprzyja tym podejrzeniom decyzja o przeznaczeniu 100 mln na cmentarz, o budowie w Warszawie Muzeum Getta i podlizywanie się Żydom, przy stwarzaniu pozorów nieugiętości w sferze pozorów.

    W tej atmosferze groźnie zabrzmiała deklaracja sekretarza stanu Rexa Tillersona, który dosłownie w kilka dni po pobycie w Warszawie wyraził swoje „rozczarowanie” postawą Polski, ale to furda w porównaniu z deklaracją rzeczniczki Departamentu Stanu, że w tej sytuacji Polska naraża na szwank swoje „interesy strategiczne”. Taka deklaracja postawiła wielki znak zapytania nad wiarygodnością NATO. Skoro bowiem USA z powodu politycznej przepychanki na tle finansowych malwersacji w Izraelu gotowe są szantażować Polskę uszczerbkiem „interesów strategicznych”, to czy można liczyć na Stany Zjednoczone w razie rzeczywistego niebezpieczeństwa? Oczywiście dla absolwentów Szkoły Liderów takie myślozbrodnie są surowo zabronione, więc nic dziwnego, że i pan dr Targalski, który zresztą – o ile wiem - nie dostąpił zaszczytu uczęszczania do tego chederu, zatrząsł się z oburzenia i doszedł do wniosku, że skoro jestem zdolny do takiego zuchwalstwa, to dlatego, że musiałem zostać wyświęcony na „ojca duchowego” i to przez samego Putina.

    Tymczasem już od dawna, to znaczy – od czerwca 2014 roku powtarzam, że w stosunkach z USA Polska nie powinna godzić się na zbywanie „błyskotkami” w rodzaju „rotacyjnej obecności” w Środkowej Europie amerykańskiej ciężkiej brygady. To wojsko nie będzie przecież słuchało rozkazów rządu polskiego, tylko własnego, który w razie czego może powiedzieć: „chłopaki, tu się robi niebezpiecznie, wracamy do domu” - a my zostaniemy z fiutem w garści. Zatem, jeśli Nasz Najważniejszy Sojusznik traktuje nas serio, to powinien zadbać również o rozwój naszych własnych muskułów – bo czym kończy się prężenie muskułów cudzych, to myśmy się dowiedzieli we wrześniu 1939 roku. Tym bardziej powinniśmy zabezpieczać się przed skutkami chimeryczności polityki amerykańskiej, o której przekonała nas dodatkowo ostatnia fałszywa rzekomo pogłoska o szlabanie, jaki na wizyty w Białym Domu ma nałożony prezydent Duda i premier Morawiecki. Została ona energicznie, ale mgliście zdementowana, a któż nie wierzy zdementowanym informacjom? Na szczęście 12 marca uczestnicy zjazdu Polonii Amerykańskiej w Waszyngtonie, odwiedzili ponad 300 biur kongresmanów, przeprowadzając rozmowy albo z nimi osobiście, albo z ich asystentami. Wyłania się w związku z tym możliwość, że ustawa HR 1226 zostanie zamrożona. Bogu niech będą dzięki – bo przecież trzeba prawdziwego cudu, po pierwsze – żeby Polonia Amerykańska zaczęła się politycznie konsolidować i po drugie – żeby taki improwizowany lobbing zrównoważył naciski AIPAC. No i Rex Tillerson właśnie został odwołany.

    Stanisław Michalkiewicz

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY